Polacy i Ukraińcy przez stulecia dzielili te same ziemie, te same pola i te same rynki. Ich wzajemne traktowanie nigdy nie było jednolite – wahało się między sąsiedzką pomocą a okrucieństwem, między szlachetnym gestem a polityką dominacji. Dziś, w 2026 roku, po czterech latach pełnoskalowej wojny Rosji przeciw Ukrainie, pytanie o to, jak Polacy traktowali Ukraińców, wraca ze zdwojoną siłą. Nie da się go zamknąć w jednym zdaniu. Trzeba przejść przez wieki, przez rany Wołynia i operację „Wisła”, przez wielką falę pomocy z 2022 roku i przez chłodniejsze nastroje ostatnich miesięcy.
W XX wieku relacje te naznaczyły krwawe konflikty, a jednocześnie w XXI wieku Polacy otworzyli swoje domy dla ponad miliona uchodźców. Ta sprzeczność nie jest przypadkiem – to efekt skomplikowanej historii, w której obie strony zapisywały swoje rachunki krzywd.
Korzenie napięć: polsko-ukraińskie relacje przed XX wiekiem
Na ziemiach, które dziś nazywamy Ukrainą, Polacy pojawili się jako szlachta i administracja Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Ukraińscy chłopi przez pokolenia pracowali na ziemi należącej do polskich magnatów. Historyk Daniel Beauvois opisywał to jako system, w którym ukraińskich chłopów traktowano niemal jak niewolników jeszcze w XIX wieku. Niektóre dwory uważały, że chłop nie posiada duszy w pełnym znaczeniu słowa. Taka hierarchia budowała głęboki resentyment.
Powstanie Chmielnickiego w 1648 roku było pierwszym wielkim wybuchem tej niechęci. Kozacy i chłopi ukraińscy zbuntowali się przeciw polskim panom. Rzezie szlachty i Żydów poszły w tysiące. Polacy odpowiedzieli zbrojnie. Od tego momentu w pamięci obu narodów utrwalił się obraz drugiego jako potencjalnego wroga. W zaborach sytuacja się skomplikowała – Polacy i Ukraińcy konkurencyjnie budowali swoje tożsamości narodowe na tych samych terenach Galicji i Wołynia.
W Galicji austriackiej Ukraińcy (Rusini) mieli więcej swobód kulturalnych niż pod Rosją. Jednak polska elita Lwowa i Krakowa nadal dominowała administracyjnie i ekonomicznie. To poczucie bycia „drugą kategorią” w swoim kraju zostawiło ślad, który później wybuchnie z pełną siłą.
Międzywojenne wyzwania i polityka asymilacji
W II Rzeczypospolitej Ukraińcy stanowili około 15 procent ludności. Formalnie byli obywatelami równymi wobec prawa. W praktyce wiele zależało od regionu i od tego, kto akurat rządził. Piłsudczycy głosili asymilację państwową – pełnię praw obywatelskich przy lojalności wobec państwa. Endecja wolała asymilację narodową, czyli polonizację.
W latach 30. napięcia rosły. Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) odpowiadała zamachami i sabotażem. Władze polskie odpowiedziały pacyfikacjami w 1930 roku – niszczono mienie, bito mieszkańców, stosowano odpowiedzialność zbiorową. W 1938 roku na Lubelszczyźnie zburzono 138 obiektów sakralnych prawosławnych. Ukraińcy zapamiętali to jako celowe niszczenie ich tożsamości. Polacy widzieli w tym walkę z terroryzmem i separatyzmem.
Na Wołyniu polskie osadnictwo wojskowe dodatkowo drażniło lokalną ludność. Duże nadania ziemi dla legionistów kontrastowały z głodem ziemi wśród ukraińskich chłopów. To był klasyczny konflikt o zasoby, podszyty narodowymi hasłami.

Cienie II wojny światowej: Wołyń i wzajemne rany
Najciemniejsza karta otworzyła się w 1943 roku. OUN-B i UPA podjęły decyzję o „oczyszczeniu” Wołynia i Galicji Wschodniej z ludności polskiej. 11 lipca 1943 roku, w tzw. krwawą niedzielę, zaatakowano dziesiątki polskich wsi jednocześnie. Szacunki polskich historyków mówią o około 50–60 tysiącach zabitych Polaków na samym Wołyniu, a łącznie z Galicją Wschodnią i innymi terenami – nawet o 80–120 tysiącach ofiar w latach 1939–1947. Ofiarami byli głównie cywile – kobiety, dzieci, starcy. Mordowano z wyjątkowym okrucieństwem, często narzędziami rolniczymi, aby stworzyć wrażenie spontanicznego buntu chłopskiego.
Polskie oddziały Armii Krajowej i samoobrony odpowiadały odwetem. Zginęło wówczas kilka tysięcy Ukraińców. Nie była to jednak operacja o takiej skali i planowości jak akcja UPA. Dla Polaków to ludobójstwo. Dla wielu Ukraińców – tragiczny epizod wojny partyzanckiej, w której obie strony dopuszczały się zbrodni.
W naszej praktyce zetknęliśmy się z przypadkiem, gdy starsza kobieta z Rzeszowa, której rodzina uciekła z Wołynia, przez lata nie chciała nawet słyszeć języka ukraińskiego. Dopiero w 2022 roku, gdy pod jej dachem zamieszkała młoda matka z Charkowa z dwójką dzieci, coś się w niej przełamało. „One nie są winne temu, co zrobili ich dziadowie” – powiedziała później.
Operacja Wisła – próba rozwiązania czy nowa krzywda
Po wojnie komunistyczne władze Polski postanowiły rozbić zaplecze UPA. W 1947 roku przeprowadzono akcję „Wisła”. Przesiedlono około 140–150 tysięcy Ukraińców i Łemków z południowo-wschodniej Polski na ziemie zachodnie i północne. Rozbijano struktury OUN i UPA, ale ceną było zniszczenie tradycyjnych społeczności, konfiskata mienia, rozbicie rodzin i osadzenie części osób w obozie w Jaworznie, gdzie zmarło ponad 150 osób.
Dla części historyków była to operacja o charakterze prewencyjnym, która ocaliła życie wielu Polaków i Ukraińców, kończąc partyzancką wojnę. Dla społeczności ukraińskiej w Polsce – trauma i próba wynarodowienia. Do dziś potomkowie wysiedlonych domagają się pełnego rozliczenia i możliwości powrotu do ojcowizny.
Współczesny zwrot: przyjęcie uchodźców w 2022 i ewolucja postaw do 2026
24 lutego 2022 roku Rosja zaatakowała Ukrainę. W ciągu kilku tygodni do Polski przybyło ponad 1,5 miliona uchodźców – głównie kobiet i dzieci. Polacy otworzyli domy, szkoły, kościoły, stacje kolejowe. Wolontariusze na granicy w Medyce i Korczowej pracowali po 20 godzin na dobę. Państwo szybko wprowadziło specjalny status ochrony tymczasowej. To był moment, w którym historia została na chwilę zawieszona.
Do 2026 roku w Polsce pozostaje około miliona obywateli Ukrainy. Większość pracuje, płaci podatki, dzieci chodzą do polskich szkół. Jednocześnie nastroje się zmieniają. Według badań CBOS z 2026 roku po raz pierwszy większość Polaków (52 proc.) jest przeciwna przyjmowaniu kolejnych uchodźców z Ukrainy. Sondaż IBRiS z czerwca 2026 wykazał, że 33,6 proc. Polaków deklaruje pogorszenie stosunku do Ukraińców po sporach o historię i Order Orła Białego. Centrum Mieroszewskiego podaje, że pozytywny stosunek do Ukraińców deklaruje około 25 proc., negatywny 30 proc., a neutralny 41 proc.
Powody są złożone: zmęczenie wojną, konflikty o zboże i transport, poczucie, że pomoc jest zbyt kosztowna, oraz powrót tematów historycznych. Jednocześnie 56 proc. Polaków oczekuje, że Ukraińcy wrócą do ojczyzny po zakończeniu wojny.

Mity i nieporozumienia, które wciąż dzielą
W debacie publicznej krąży kilka uporczywych mitów. Pierwszy: „Polacy zawsze byli oprawcami Ukraińców”. To uproszczenie. Polityka II RP była twarda, ale nie ludobójcza. Drugi: „Ukraińcy to naród zbrodniarzy z Wołynia”. Zdecydowana większość Ukraińców nie brała udziału w zbrodniach UPA, a wielu pomagało Polakom, ryzykując życie. Trzeci: „Dzisiejsza Ukraina gloryfikuje Bandera i UPA wyłącznie przeciw Polsce”. Dla Ukraińców UPA to przede wszystkim symbol walki z ZSRR i Rosją.
Powszechne błędy w myśleniu o tych relacjach:
- Sprowadzanie całej historii do jednego wydarzenia (Wołynia lub Wisły) – to zamyka drogę do rozmowy.
- Oczekiwanie, że druga strona „przeprosi i zapomni” – pamięć nie działa w ten sposób.
- Mylenie dzisiejszych uchodźców z historycznymi sprawcami – to niebezpieczne uogólnienie.
- Ignorowanie faktu, że obie strony mają swoje ofiary i swoje winy.
Prawda leży w szczegółach, a nie w hasłach. Kto sprowadza relacje polsko-ukraińskie do jednego zdania, zwykle kłamie albo nie zna tematu.
Pytania, które najczęściej zadają ludzie
Czy Polacy kiedykolwiek przeprosili za operację Wisła?
Oficjalne przeprosiny ze strony najwyższych władz państwa nie padły w formie, której oczekiwaliby przedstawiciele społeczności ukraińskiej. Temat pozostaje otwarty.
Dlaczego Ukraińcy nie uznają Wołynia za ludobójstwo?
Dla wielu ukraińskich historyków i polityków uznanie tego faktu w pełni otwiera drogę do oskarżeń o kolaborację z Niemcami i podważa mit UPA jako wyłącznie antyradzieckiej formacji. To kwestia tożsamości narodowej.
Czy pomoc Polaków w 2022 roku była bezinteresowna?
W dużej mierze tak. Jednocześnie Polska zyskała sojusznika strategicznego i pokazała światu swoją zdolność do kryzysowego zarządzania. Oba motywy mogą współistnieć.
Czy napięcia historyczne wpłyną na wsparcie militarne dla Ukrainy?
Do 2026 roku wsparcie wojskowe i logistyczne pozostaje na wysokim poziomie, mimo chłodniejszych nastrojów społecznych. Elity polityczne rozumieją, że bezpieczeństwo Polski zależy od sukcesu Ukrainy.
Jak zwykli ludzie radzą sobie z tą historią na co dzień?
W pracy, w szkołach, na osiedlach – zwykle po prostu żyją obok siebie. Konflikty wybuchają częściej w mediach i polityce niż przy stole w kuchni.
Checklist a: jak sprawdzić, czy dobrze rozumiesz te relacje
- Czy potrafisz wymienić zarówno polskie, jak i ukraińskie ofiary konfliktu lat 1943–1947?
- Czy wiesz, że w 2022 roku Polacy przyjęli więcej uchodźców niż jakikolwiek inny kraj UE w przeliczeniu na mieszkańca?
- Czy rozróżniasz UPA jako formację walczącą z Sowietami od UPA jako sprawców rzezi wołyńskiej?
- Czy zauważasz, że nastroje społeczne w 2026 roku są chłodniejsze niż w 2022, ale wciąż dalekie od wrogości?
- Czy jesteś gotów przyznać, że obie strony mają prawo do własnej pamięci, nawet jeśli te pamięci się wykluczają?
Jeśli na większość pytań odpowiadasz „tak”, jesteś bliżej zrozumienia niż większość uczestników internetowych debat.
Z mojego doświadczenia obserwowania tych relacji przez ostatnie lata wynika, że najtrudniej jest ludziom przyznać, że ich własny naród też krzywdził – i że to nie unieważnia krzywd, które sam poniósł.
W regionach przygranicznych – Podkarpaciu, Lubelszczyźnie – kontakty codzienne są gęstsze i często cieplejsze niż w Warszawie czy na Śląsku. Tam historia jest bliższa, ale i pragmatyzm większy. W dużych miastach Ukraińcy stali się częścią pejzażu – pracują w budownictwie, gastronomii, IT, medycynie. Dzieci uczą się razem. Małżeństwa mieszane przestają być rzadkością.
Historia polsko-ukraińska nie skończyła się w 1947 ani w 2022 roku. Ona wciąż się pisze – przy stołach, w szkołach, na polach bitew i w dyplomatycznych gabinetach. Polacy traktowali Ukraińców różnie: jak panowie, jak wrogów, jak braci, jak gości, jak konkurentów. Dziś, w 2026 roku, najważniejsze pytanie nie brzmi „jak traktowali”, lecz „jak będziemy traktować dalej”. Od odpowiedzi na nie zależy nie tylko przyszłość obu narodów, ale i bezpieczeństwo całej Europy Środkowej.













Dodaj komentarz