Przemysław Kral miał pomóc Marcinowi Romanowskiemu w uzyskaniu azylu w Dubaju – ustaliło źródło. Mężczyźni kontaktowali się za pośrednictwem Bartosza Lewandowskiego, ich ówczesnego adwokata.
W marcu, podczas konferencji CPAC w Budapeszcie, poruszono temat założenia dla Romanowskiego spółki w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Na jej podstawie polityk miał uzyskać wizę rezydencką.
Romanowski przebywał wówczas na Węgrzech dzięki ochronie międzynarodowej. Wydano za nim europejski nakaz aresztowania, ale ówczesny premier Viktor Orban nie zdecydował się na jego wydanie. W maju, po przegranych wyborach Orbana i zaprzysiężeniu nowego premiera Petera Magyara, Romanowski opuścił Węgry.
Nie udał się jednak do Zjednoczonych Emiratów. Były wiceminister był wówczas człowiekiem poszukiwanym listem gończym i objętym europejskim nakazem aresztowania. Nikt nie chciał otworzyć mu spółki – opisuje źródło.
Romanowski jest podejrzanym w śledztwie dotyczącym nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości. Prokuratura zarzuca mu m.in. udział w zorganizowanej grupie przestępczej i ustawianie konkursów za pieniądze z tego funduszu. Sąd Okręgowy w Warszawie wydał za nim Europejski Nakaz Aresztowania, ponieważ służby nie mogły go znaleźć.
Przydacz: szukanie pomocy przez adwokatów jest naturalne
Sprawę skomentował Marcin Przydacz, szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta RP.
– To, że pan Romanowski szuka w sytuacji trudnej dla siebie pomocy poprzez adwokatów, to z jego perspektywy rzecz zdaje się w miarę naturalna. Natomiast to, czy tylko środowisko prawicy było powiązane, myślę, że to jest zbyt daleko idąca teza – ocenił.
– Dzisiaj próbuje się tylko mówić o kontaktach z prawicą. Przypomnę, że obrońcą pana Krala, tego Krala, o którym Donald Tusk mówił, że jest powiązany z ruską mafią, jest dzisiaj wiceprzewodniczący Koalicji Obywatelskiej Roman Giertych. To on jemu pomaga – stwierdził.
Jak dodał, wśród ludzi prezydenta Nawrockiego nie ma obaw o rozwój śledztwa w sprawie Zondacrypto. Zadał też pytanie, czy służby Tuska nie przymykały oka, żeby wywołać aferę obciążającą prawicę.
Sąd utrzymał ENA. Ślad z Naddniestrza budzi wątpliwości
W sierpniu do sądu trafił wniosek obrońcy Romanowskiego. Zawierał postulat uchylenia ENA i dopuszczenia dowodu z akt sprawy dotyczącej wniosku o wydanie listu żelaznego. Do sądu wpłynął też wniosek o przesłuchanie w charakterze świadka premiera Donalda Tuska. Chodziło o potwierdzenie, że Romanowski przebywa za granicą poza Unią Europejską.
Jedną z przesłanek uchylenia ENA byłaby pewność, że polityk przebywa poza Unią. Sąd zwrócił jednak uwagę, że w momencie wydania ENA Romanowski przebywał na terytorium Węgier. Obecnie nie ma jednoznacznych dowodów wskazujących, że opuścił on UE.
Sąd Okręgowy w Warszawie nie uwzględnił wniosku o uchylenie Europejskiego Nakazu Aresztowania. Pozostawił też bez rozpoznania wniosek o przesłuchanie premiera Donalda Tuska – poinformowała rzeczniczka sądu sędzia Anna Ptaszek.
Jak dotąd polskim służbom nie udało się jednoznacznie ustalić, gdzie znajduje się Marcin Romanowski. W sierpniu do Sądu Okręgowego w Warszawie wpłynął podpisany przez niego list. Ścigany polityk skierował do sądu oświadczenie w sprawie listu żelaznego.
Wiele wskazywało na to, że dokument nadano w Tyraspolu, stolicy Naddniestrza. Adres w Tyraspolu widniał zarówno na stemplach pocztowych, jak i w stopce listu.
Informację o miejscu pobytu potwierdził następnie m.in. premier Donald Tusk. – Służby innych państw z regionu, z którymi współpracujemy, potwierdziły nam tę informację, że pan Romanowski znajduje się na 99 procent – tak na wszelki wypadek to mówię – w Naddniestrzu, w Tyraspolu. Chyba nie trzeba tu komentarzy – powiedział w połowie sierpnia na początku posiedzenia rządu.
Źródło podało później, że list został wysłany z miasteczka Bendery. Prokuratura Krajowa uważa natomiast, że pobyt w Naddniestrzu to blef poszukiwanego. Nie ma dowodów na to, że były wiceminister sprawiedliwości przebywa w separatystycznej, prorosyjskiej części Mołdawii.











Dodaj komentarz