Syn Pileckiego, Andrzej, urodził się 16 stycznia 1932 roku w Wilnie. Do wybuchu wojny wychowywał się w majątku Sukurcze koło Lidy, potem – bez ojca, a od 1948 roku ze stygmatem dziecka „wroga ludu” – przeszedł przez szkołę, wojsko, trzy odmowy przyjęcia na politechnikę i pracę inżyniera elektronika. Do 2026 roku, mając dziewięćdziesiąt cztery lata, pozostaje jednym z dwóch żyjących świadków, którzy pamiętają rotmistrza Witolda Pileckiego nie z podręcznika, lecz z domu.
W szkołach imię rotmistrza pojawia się przy omawianiu Auschwitz i żołnierzy wyklętych, rzadziej przy pytaniu, co stało się z jego dziećmi. Tymczasem bez losów Andrzeja i jego siostry Zofii opowieść o ochotniku do obozu jest niekompletna: cena za raporty z Auschwitz i za konspirację po 1945 roku spadła na rodzinę i ciągnęła się przez całe PRL.
Kolejność faktów ma tu znaczenie, bo każdy etap – dwór, ucieczka, ostatnie spotkanie, stalinowski wyrok, zamknięte uczelnie, rehabilitacja – wynika z poprzedniego. Poniżej idziemy chronologicznie: od domu w Sukurczach, przez karierę syna i represje, po to, co zostało mu z ojca i jak po 1989 roku przywracano pamięć.
Kim była rodzina Pileckiego przed Auschwitz
Witold Pilecki i Maria Ostrowska, nauczycielka ze wsi Krupa, wzięli ślub 7 kwietnia 1931 roku w Ostrowi Mazowieckiej i zamieszkali w Sukurczach, odzyskanym majątku herbu Leliwa. Andrzej przyszedł na świat w 1932, Zofia 14 marca 1933. Ojciec prowadził gospodarstwo, zakładał mleczarnię i kółko rolnicze, dowodził krakusami, malował i pisał wiersze. Matka uczyła. Dzieci chodziły do szkoły powszechnej w Krupie.
Dom nie był salonem ziemiańskim z obrazka. Rotmistrz wdrażał syna do pracy w polu, bo majątek miał kiedyś przejść na Andrzeja. Organizował gimnastykę, przebierał dzieci za ułanów i samurajów, uczył, że nie wolno krzywdzić słabszego. Latem 1939 burza zniszczyła bocianie gniazdo; rodzina urządziła ptakom prowizoryczną klinikę. W zawaleniu gniazda widziano zapowiedź tego, co nadeszło w sierpniu: mobilizacja ojca, wojna, koniec Sukurcz.
Etap dworski trwał krótko – od ślubu do września 1939 minęło osiem lat, a dzieci miały z ojcem na co dzień zaledwie siedem i sześć lat życia. Potrzebne było to, czego potem zabraknie: stały dach, ziemia i obecność obojga rodziców. Terminy są twarde. 1 września 1939 Witold wyruszył na wojnę na klaczy Bajce. Wiosną 1940 Maria, ostrzeżona przed wywózką przez NKWD, przeszła z dziećmi zieloną granicę do Ostrowi Mazowieckiej, do domu swoich rodziców. Sukurcze zostały po stronie sowieckiej, później białoruskiej.

Czym zajmował się syn po wojnie
Andrzej Pilecki nie został żołnierzem. Został harcerzem, technikiem i inżynierem, który komputery w PRL obsługiwał ciszej, niż ojciec prowadził konspirację. W 1945 wstąpił do drużyny ZHP w Ostrowi. Pod koniec lat czterdziestych przeprowadził się do Warszawy, reszta rodziny dołączyła około 1950. Ukończył Technikum Radiowe, odbył służbę wojskową, dostał nakaz pracy w Zakładach Radiowych imienia Marcina Kasprzaka.
Na wymarzony kurs szybownictwa nie wpuszczono go jako syna skazańca. Na Politechnikę Warszawską nie przyjęto go trzykrotnie, choć egzaminy zdawał dobrze. Dopiero w 1964 roku, ze skierowaniem z zakładu pracy, rozpoczął studia na Wydziale Elektroniki. Dyplom inżyniera elektronika ze specjalnością eksploatacji maszyn cyfrowych uzyskał w 1968, mając już żonę, dwójkę dzieci i pierwsze siwe włosy. Pięć lat przepracował w Polfie na Tarchominie, potem aż do emerytury był głównym inżynierem maszyn cyfrowych w Instytucie Chemii Przemysłowej przy ulicy Rydygiera 8.
Ten etap – od technikum do emerytury – trwał około czterech dekad. Potrzebne były skierowanie, milczenie o ojcu w ankietach i zawód, którego partia nie kojła mu całkiem zamknąć, bo elektronika była gospodarce potrzebna. Andrzej Pilecki do żadnej partii nie wstąpił. W 2019 roku, gdy ugrupowanie Polska Nas Potrzebuje powołało się na jego rzekomą odezwę, zaprzeczył: nigdy nie należał i nie zamierza, podobnie jak ojciec.
Jak komunizm wpłynął na rodzinę rotmistrza
Aresztowanie 8 maja 1947 roku, proces pokazowy 3–15 marca 1948, wyrok śmierci i egzekucja strzałem w tył głowy 25 maja 1948 w więzieniu mokotowskim na Rakowieckiej to ramka, w którą wpadła cała rodzina. Andrzej miał szesnaście lat. Matki nikt nie chciał zatrudnić jako nauczycielki. Zofię w gimnazjum przy szczekaczkach pytano, czy „ten szpieg Pilecki” to jej ojciec; odpowiedziała, że tak i że jest z niego dumna. Później, na budownictwie wodnym Politechniki, usłyszała, że „postępowa kadra techniczna nie może tolerować studiów córki zdrajcy narodu polskiego”, i studia porzuciła.
Maria chwytała się pracy herbaciarki i sprzątaczki. Pomógł jej Kazimierz Lisiecki, wychowawca z Pragi zwany Dziadkiem, który przyjął żonę „wroga ludu” do Ogniska i dał Andrzejowi pierwsze święta poza domem – w Świdrze. Rodzina mieszkała w letniskowym baraku; zimą Zofia uczyła się do matury w palcie. W Instytucie Pamięci Narodowej, w laudacji nagrody Kustosz Pamięci Narodowej z 2015 roku, zapisano wprost, że do 1989 roku informacje o Witoldzie Pileckim podlegały cenzurze, a dzieci były szykanowane przy studiach, pracy i nawet przy kursie szybownictwa.
Represja nie była jednorazowym ciosem. Trwała od maja 1947 do października 1990, gdy Sąd Najwyższy unieważnił wyrok. Przez czterdzieści trzy lata nazwisko zamykało drzwi. W grudniu 1990 Maria, Zofia i Andrzej dostali łącznie 500 milionów ówczesnych złotych odszkodowania – po denominacji z 1995 roku jest to 50 tysięcy złotych. W 2022 Andrzej wystąpił o 26 milionów. 8 lutego 2023 Sąd Okręgowy w Warszawie zasądził 1,5 miliona zadośćuczynienia i oddalił odszkodowanie, uznając, że to z 1990 roku sprawę majątkową zamyka.
Ważne. Liczbę 1,5 miliona złotych sąd wyprowadził nie z bohaterstwa, lecz z kalendarza. Od aresztowania 8 maja 1947 do egzekucji 25 maja 1948 minęło, według uzasadnienia, 385 dni izolacji i tortur. Całość wyceniono na 3 miliony; synowi przyznano połowę, bo Zofia do sprawy nie przystąpiła. Śmierci nie wyceniono: sędzia powiedziała, że tej nie da się oszacować. Skarb Państwa złożył apelację. Kwota zmienia się wraz z praktyką orzeczniczą w podobnych sprawach i z tym, czy sąd liczy tylko dni aresztu, czy także lata życia rodziny pod piętnem.

Czy syn miał kontakt z ojcem
Codzienny kontakt skończył się, gdy Andrzej miał siedem lat. Potem były listy i krótkie, konspiracyjne wizyty. Z Auschwitz ojciec pisał nie do żony, lecz do kuzynki Eleonory Ostrowskiej, pod nazwiskiem Tomasza Serafińskiego; dzieciom przekazywano okruchy. Andrzej, prawie dziesięciolatek, domyślał się obozu z korespondencji, ale nikt mu tego nie potwierdził. Rotmistrz próbował listownie uczyć syna stolarki – tej, która w obozie, w ciepłej stolarni, pozwoliła mu odzyskać siły. Pisał też wierszem: żeby chłopak szukał równych sobie, a słabszych nie niszczył.
Po wojnie spotkania trwały godziny, nie dni. Wiosną 1946 Andrzej odgruzowywał Warszawę z hufcem harcerskim; ojciec podszedł do kolegów syna, pochwalił robotę, a własnego dziecka nie zagadnął, bo nie chciał się dekonspirować. Ostatnie widzenie nastąpiło około kwietnia 1947, miesiąc przed aresztowaniem. Witold wracał z Czerwonego Boru, gdzie miał „rozładować las” – namówić partyzantów do wyjścia. Nie posłuchali. W Ostrowi był innym człowiekiem: zamyślony, siadał do pianina, mało mówił. Umówili się na 8 maja, imieniny wuja Stanisława. Nie przyjechał.
Andrzej ojca po aresztowaniu nie zobaczył. Widziała go Maria: pozrywane paznokcie, zdanie, że „Oświęcim to była igraszka”. Rotmistrz wręczył żonie metalowy grzebyk – syn trzyma go do dziś – i kazał kupić „O naśladowaniu Chrystusa” Tomasza à Kempis, by czytać dzieciom codziennie. Zofia w nocy z 11 na 12 maja 1947, w urodziny matki, usłyszała pukanie w szybę. Wybiegła, krzycząc, że tata wrócił. Za oknem nikogo nie było.
Jak przywracano pamięć o Pileckim
Do 1989 milczenie było warunkiem przeżycia. Po 1 października 1990, gdy Izba Wojskowa Sądu Najwyższego unieważniła wyrok, Andrzej i Zofia otworzyli rodzinne albumy. Z ich zbiorów powstał album IPN Jacka Pawłowicza, wystawa „Witold Pilecki – ochotnik do Auschwitz” i strona poświęcona rotmistrzowi. W 2015 rodzeństwo dostało tytuł Kustosza Pamięci Narodowej. Szukali grobu na Łączce; szczątków do 2026 nie zidentyfikowano.
2 listopada 2022 w Ostrowi Mazowieckiej, w domu dziadków Ostrowskich przy ulicy Warszawskiej 4, otwarto Muzeum – Dom Rodziny Pileckich. To pierwsze muzeum poświęcone rotmistrzowi, i zarazem hołd dla Marii, która umarła 6 lutego 2002, nie doczekawszy grobu męża. Andrzej, honorowy obywatel Otwocka, jeździł po szkołach. W maju 2026, przy premierze nowego albumu Instytutu Pileckiego, głos rodziny wzięli już wnuczka Małgorzata Kosior i prawnuk Krzysztof Kosior.
Gdzie te etapy się nakładały
Dzieciństwo w Sukurczach i wojna zlały się w jeden urywany ciąg: ojciec znikał, wracał na godziny, znikał znowu. Nauka Andrzeja nachodziła na zakazy – technikum wolno było skończyć, politechnikę nie, aż zakład pracy wystawił skierowanie. Praca inżyniera i milczenie o ojcu trwały równolegle przez całe PRL: w nocy, na dyżurze w ośrodku obliczeniowym, czytał „O naśladowaniu Chrystusa”. Po 1990 pamięć o rotmistrzu i prywatne życie syna znowu szły obok siebie, aż wiek sprawił, że uroczystości przejęło kolejne pokolenie.
Przeciągnięciu uległo zwłaszcza szukanie grobu. Ekshumacje na Powązkach i na dziedzińcu Rakowieckiej nie dały identyfikacji. Andrzej mówił o huśtawce od nadziei po poczucie, że ciała takich jak ojciec i generał Fieldorf mogły zostać ukryte tak, by nigdy ich nie znaleźć. Ten etap nie ma daty końcowej.
Co to znaczy dziś
Dla nauczyciela historii oznacza to, że lekcja o rotmistrzu Pileckim, która kończy się na ucieczce z Auschwitz albo na wyroku z 15 marca 1948, uczy czynu, ale pomija rachunek wystawiony rodzinie. Syn Pileckiego nie dostał majątku w Sukurczach. Dostał ankietę kadrową, zamknięte drzwi uczelni i zadanie opowiadania o ojcu, gdy cenzura wreszcie spadła. Uczeń, który ma zrozumieć cenę postawy obywatelskiej, potrzebuje obu stron tego równania: raportu z obozu i baraku w Miedzeszynie, w którym Zofia uczyła się w palcie.
Dla rodzica i dla nas w redakcji zostaje jeszcze praktyczny trop. Witold Pilecki wychowywał Andrzeja listami, gdy nie mógł tego robić obecnością. Te listy – o stolarki, o tym, by nie tykać słabszych – są materiałem, który szkoła może czytać obok dat. Muzeum w Ostrowi stoi w domu, z którego 8 maja 1947 rodzina wyglądała pociągu, który nie przyszedł. Kto pojedzie, zobaczy nie pomnik, lecz kuchnię i podwórko, na którym rotmistrz ostatni raz uczył chłopaków rzucać do klocków.
Nierozstrzygnięte pozostaje miejsce pochówku i miara zadośćuczynienia. Grobu nie ma; wyrok z lutego 2023 nie jest ostatnim słowem państwa w sprawie pieniędzy, a i pieniądze nie wrócą szesnastolatkowi ojca. Czytelnik staje przed wyborem, czy traktować syna Pileckiego jako przypis do biografii bohatera, czy jako osobny życiorys człowieka, który zamiast dworu dostał maszyny cyfrowe i obowiązek pamiętania. Kryterium jest proste: jeśli po lekcji o Auschwitz uczeń nie umie powiedzieć, kim byli Andrzej i Zofia i co ich kosztowało nazwisko, opowieść o rotmistrzu wciąż jest obcięta o tę część, którą komuniści obciąć chcieli.















Dodaj komentarz