Tydzień wcześniej Michał Dworczyk opowiedział się za obowiązkowym, powszechnym przeszkoleniem wojskowym. Były wiceszef MSZ Paweł Jabłoński, poseł Rozwoju Plus, w rozmowie z Piotrem Witwickim i Markiem Tejchmanem potwierdził, że podziela to stanowisko i dodał: „I zacząłbym od posłów na Sejm”.
Co poseł powiedział o zakresie szkoleń
Jabłoński stwierdził, że takie przeszkolenie powinno objąć wszystkich. Na pytanie Marka Tejchmana, czy dotyczy to także dziennikarzy, odpowiedział: „Tak panowie”. Przypomniał, że wojna na Ukrainie trwa ponad 10 lat, a inwazja nastąpiła cztery i pół roku temu. Każdego dnia — mówił — Polska i sojusznicy w UE powtarzają, że „świat się tak bardzo zmienił, że teraz już inaczej postrzegamy rzeczywistość, jesteśmy bardziej racjonalni w ocenie zagrożeń, jesteśmy przygotowani”.
Zadał pytanie: „Jaka część z naszych widzów w ciągu ostatniego roku była na strzelnicy chociaż raz?”. Przyznał, że zainteresowanie tym tematem wśród Polaków jest większe niż wcześniej, ale w jego ocenie wciąż za małe. Opowiadał, że na panelach o bezpieczeństwie lubi pytać publiczność o wizytę na strzelnicy i „zwykle podnosi się trochę rąk w górę, ale prawie nigdy nie jest tak, żeby to była większość na sali, raczej to jest takie 10-15 procent”.
Zgodził się z Piotrem Witwickim, że osobnym zadaniem powinno być szkolenie operatorów dronów oraz zasady cyberbezpieczeństwa. „Jest ileś umiejętności mających charakter bezpieczeństwa obronnościowego, których by można było ludzi nauczyć” — stwierdził. W sprawie szkoleń wojskowych dla obywateli zaznaczył, że „należy zacząć od zachęt”. Podkreślił jednak, że gdyby rosyjskie wojsko w stanie zbliżonym do gotowości bojowej stanęło na granicy Polski, trzeba by było przeprowadzić powszechną mobilizację.
Krytyka modelu sprzed 2009 roku i dostępności kursów
Jabłoński jest krytyczny wobec modelu powszechnej służby wojskowej, który funkcjonował do roku 2009. „To było fatalnie zorganizowane, bo ci poborowi na najniższym szczeblu byli tam tylko po to, żeby to «odbębnić», nikt się tam generalnie niczego nie uczył, każdy wojsko traktował jako przymus” — mówił. Tłumaczył, że wszystko musi być zorganizowane „z głową” i „to nie jest tak, że od jutra wprowadzimy przymus i będzie wszystko świetnie działało”. „To musi być dobrze przygotowane. Tu mam gigantyczną pretensję do rządu. W 2024 roku zdaje się Władysław Kosiniak-Kamysz ogłaszał, że będzie program szkoleń wojskowych. Minęły ponad dwa lata i nic się w tej sprawie nie wydarzyło” — ocenił.
Gdy Tejchman przypomniał, że na szkolenia można się zapisać, poseł odparł: „Ja próbowałem. Tylko generalnie jest bardzo mało miejsc”. Dodał, że jakość tych szkoleń „też podobno zostawia wiele do życzenia” oraz że „jest bardzo duże zainteresowanie i bardzo mała dostępność”.
Poseł zaznaczył, że nie jest zwolennikiem przymusu. „Natomiast w sytuacji, kiedy państwu zagraża coś, co może je pozbawić egzystencji czy niepodległości, to nie ma wyjścia” — podkreślił. „Często mamy pretensje do Ukraińców, że nie wszyscy chcą walczyć za swój kraj. Słusznie mamy te pretensje, bo trzeba walczyć za swój kraj i to dotyczy każdego. My na szczęście nie jesteśmy w takiej sytuacji jak Ukraina, ale powinniśmy się do tego przygotowywać, powinniśmy mieć świadomość, że to nam może za jakiś czas zagrozić, pewnie nie jutro, ale dzisiaj się powinniśmy przygotować do tego” — podsumował.












Dodaj komentarz