Turkusowy pas Oceanu Indyjskiego, makuti na dachach bungalowów i polskie gwiazdy na Instagramie – tak przez kilka lat wyglądała wizytówka marki Pili Pili. Za nią stał gdański przedsiębiorca Wojciech Żabiński, w sieci znany jako wojtek z zanzibaru, który z jednego zrujnowanego domu nad wodą zrobił sieć hoteli, czarterów, własną „walutę” i osiedle o nazwie Pilanów.
Za kulisami tego obrazka prokuratura regionalna w Gdańsku od kwietnia 2022 roku prowadzi wielowątkowe śledztwo. Żabiński ma już prawomocny wyrok dwóch lat i dwóch miesięcy więzienia za wcześniejsze oszustwa gospodarcze w Polsce. W osobnej sprawie usłyszał zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, nielegalnego organizowania imprez turystycznych i oszustw na szkodę setek osób. Śledztwo – według komunikatu z stycznia 2026 roku – przedłużono do 7 sierpnia 2026 r., a wnioski o wydanie podejrzanych władzom Tanzanii pozostają bez realizacji.
Poniższy tekst zbiera chronologię, mechanizm działania Pili Coinów, skalę strat, status prawny na 2026 rok i konkretne narzędzia, którymi można sprawdzić organizatora wyjazdu, zanim pieniądze znikną w egzotycznej mgle.
Zrujnowany dom nad oceanem, z którego wyrosły „Jambianice”
W 2017 roku Żabiński kupił na wschodnim brzegu Ungui zrujnowany budynek i ogłosił, że zrobi z niego sześciopokojowy hotel butikowy. Do współpracy ściągnął Marka Pliskowskiego, menedżera znanego z trójmiejskiej gastronomii. Pierwszy obiekt stanął w Jambiani – rybackiej wiosce, którą polscy turyści wkrótce zaczęli żartobliwie nazywać Jambianicami. Tempo było oszałamiające: kolejne lokale w Paje i Bwejuu, czartery, wycieczki, a z czasem radio, telewizja, miesięcznik i lokalna drużyna piłkarska.
Źródła związane z dokumentem „Król Zanzibaru” mówią o rozroście do kilkunastu obiektów (w relacji współpracowników pada liczba 17), a w szczycie – według części relacji – sieć miała zajmować sporą część południowo-wschodniego wybrzeża, nawet ponad dwadzieścia placówek. Równolegle w Gdańsku działały spółki Pili Pili Club i Pili Pili Fly, które sprzedawały pobyty i loty, choć – jak ustalił Urząd Marszałkowski Województwa Pomorskiego – nigdy nie wpisały się do rejestru organizatorów turystyki.
Wizerunek „króla wyspy” karmił się kontrastem. W Polsce pandemia zamykała hotele i granice. Zanzibar, jako semi-autonomiczna część Tanzanii, długo pozostawał otwarty. Tę lukę Żabiński wypełnił rabatami, relacjami z celebrytami i narracją o życiu bez wyścigu szczurów. W wywiadzie dla TVN24 z 2018 roku mówił o fantastycznych ludziach i szczęściu, którego w kraju nie da się kupić. Grupa facebookowa „Życie na Zanzibarze” urosła do ponad 250 tysięcy członków i stała się niemal równoległym biurem podróży.
Dla początkującego urlopowicza ten krajobraz wyglądał jak spełnione marzenie: polska obsługa, znajome twarze z telewizji, cena „od 70 dolarów za dwie osoby” i obietnica, że na miejscu zapłaci się wewnętrznymi punktami. Dla kogoś, kto już widział, jak pękają parabanki i nielegalne biura, brak wpisu w rejestrze organizatorów powinien był zapalić czerwoną lampkę. Większość jednak patrzyła na palmę, nie na Centralną Ewidencję Organizatorów Turystyki.
Pili Coiny, barter z gwiazdami i pandemia jako paliwo
Mechanizm, który później utrudnił odzyskanie pieniędzy, był sprytny w swojej prostocie. Klient nie kupował klasycznej imprezy turystycznej z ochroną Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego. Kupował Pili Coiny albo Pili Punkty – quasi-walutę emitowaną przez organizatora. Nocleg, transfer, przekąska przy basenie, a nawet wpłata na „własny” domek na wyłączność rozliczano w tej jednostce. Gdy w lutym 2022 roku biznes stanął, argument brzmiał: usługa dostarczenia coinów została wykonana, więc zwrotu w złotówkach nie ma. Zostawała odsprzedaż punktów albo przesunięcie terminu na sezon po deszczach.
Wewnętrzna waluta organizatora wyjazdu nie jest pieniądzem, nie podlega gwarancjom bankowym i nie uruchamia TFG. Kiedy emitent znika, „token urlopowy” staje się pamiątką.
Drugi silnik to barter z polskim show-biznesem. Natalia Kukulska dawała koncerty i wspierała fundację powiązaną z przedsięwzięciem. Anna Dereszowska, Barbara Kurdej-Szatan i Zygmunt Chajzer latali na wakacje, a relacje z palmą w tle działały jak darmowa kampania, której nie kupiłby żaden budżet reklamowy. Relacja była wymienna: gwiazda dostawała tropik, marka dostawała zaufanie milionów obserwujących. Po tekście Gazety.pl z grudnia 2021 roku, który ujawnił prawomocny wyrok za oszustwa, celebryci zaczęli się wycofywać. Czar pękł nie na plaży, tylko w aktach sądowych z Gdańska.
Trzeci element to tempo inwestycji, które dawno oderwało się od cash flow. W dokumentalnym serialu współpracownicy opisują puste kuchnie, opóźnione pensje, niedokończone budowy, do których turyści i tak przylatywali, oraz noszenie gotówki w plecaku. Osiedle dla pracowników nazwano Pilanowem – złośliwym echem warszawskiego Wilanowa. Lokalna drużyna, radio i telewizja budowały wrażenie państwa w państwie. Gdy 21 lutego 2022 roku na facebookowym profilu pojawił się komunikat o zawieszeniu działalności do 4 czerwca, rezerwacje na najbliższe tygodnie po prostu się rozpłynęły. Maile milczały, komentarze znikaly, a pracownicy dostawali wypowiedzenia albo czekali na zaległe wypłaty.
Z tanzańskiej perspektywy obraz był jeszcze ostrzejszy. Dziennik „The Citizen” podał, że w momencie zapaści sieć zostawiła niezapłacone pensje dla ponad 726 osób, długi u dostawców i około pół miliona dolarów zaległości podatkowych wobec rządu Zanzibaru. Zanzibarska agencja ZAECA (Zanzibar Anti-Corruption and Economic Crimes Authority) zajęła niemal cały majątek i stanęła przed dylematem: oddać Polaka Polsce, oskarżyć go na miejscu albo pozwolić mu prowadzić resztkę biznesu, żeby spłacał ludzi. Wybrano wariant trzeci.
Kalendarium: od butikowego hotelu do dwóch listów gończych
Poniższa oś czasu porządkuje fakty, które w mediach często mieszają się z plotką. Daty wyroków, zakazów i zarzutów pochodzą z komunikatów sądów i prokuratury, nie z relacjonowania Instagramu.
| Data | Wydarzenie | Skutek dla klientów i śledztwa |
|---|---|---|
| 2017 | Zakup zrujnowanego domu w Jambiani, start butikowego hotelu Pili Pili | Powstaje polskojęzyczna enklawa na wschodnim brzegu Ungui |
| wrzesień 2019 | Sąd Okręgowy w Gdańsku skazuje Żabińskiego m.in. za oszustwo (mieszkanie, leasingi) na 2 lata i 2 miesiące więzienia oraz grzywnę 200 stawek po 100 zł | Wyrok dotyczy działalności sprzed Zanzibaru; kasacja do SN wpłynie później |
| 1 czerwca 2021 | Marszałek Województwa Pomorskiego zakazuje Pili Pili Club i Pili Pili Fly działalności organizatora turystyki – spółki nie były w rejestrze | Odwołanie nie wstrzymuje zakazu; sprzedaż imprez trwa mimo decyzji |
| grudzień 2021 | Gazeta.pl ujawnia wyrok; celebryci odcinają się od współpracy | Pierwsze pęknięcie wizerunku „przyjaciela gwiazd” |
| luty 2022 | Zawieszenie działalności do 4 czerwca, odwołanie rezerwacji; Ministerstwo Sportu i Turystyki utrzymuje zakaz (decyzja ostateczna) | Turyści bez TFG, pracownicy bez pensji, inwestorzy bez domków |
| kwiecień 2022 | Prokuratura Regionalna w Gdańsku wszczyna śledztwo | Sprawa staje się wielowątkowa: wycieczki, nieruchomości, brak licencji |
| 22 czerwca 2022 | Sąd Najwyższy oddala kasację | Wyrok 2 lat i 2 miesięcy staje się w pełni wykonalny |
| lipiec 2022 | Sąd Okręgowy w Gdańsku zarządza list gończy za skazanym | Policja ma doprowadzić Żabińskiego do odbycia kary |
| sierpień 2023 | Zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej dla Wojciecha Ż., Dominika Ż. i Katarzyny Zmarzlik; drugi list gończy, tymczasowy areszt | 240 pokrzywdzonych na wycieczkach (ponad 2,7 mln zł) i 14 na nieruchomościach (ponad 4,1 mln zł) |
| czerwiec 2024 | Premiera trzyodcinkowego dokumentu „Król Zanzibaru” (reż. Tomasz Bardorsch, Inbornmedia, platforma Max) | Sprawa wraca do obiegu popkulturowego, Żabiński nie bierze udziału w produkcji |
| styczeń 2026 | Śledztwo przedłużone do 7 sierpnia 2026 r.; wnioski o wydanie z maja 2023 r. nadal nie wykonane przez Tanzanię | Podejrzani nieprzesłuchani, prawdopodobnie na terytorium Tanzanii |
Źródło danych: komunikaty Prokuratury Regionalnej w Gdańsku i relacje TVN24 (zarzuty i kwoty z 2023 r.) oraz PAP / Business Insider (przedłużenie śledztwa, styczeń 2026). Liczby pokrzywdzonych mogą rosnąć wraz z kolejnymi czynnościami – prokuratura w 2025 roku nie podawała już aktualnego bilansu „dla dobra postępowania”.
Turyści, inwestorzy, pracownicy – trzy warstwy strat
Pierwsza warstwa to urlopowicze. 240 osób, według aktu z 2023 roku, miało zostać wprowadzonych w błąd co do możliwości i zamiaru zrealizowania wycieczek oraz usług towarzyszących. Łączna wartość tej szkody przekroczyła 2,7 miliona złotych. Część ludzi zdążyła polecieć i zastała braki w towarze, opóźnione transfery albo obiekt, który istniał głównie na renderze. Inni zapłacili za termin, który po lutym 2022 roku po prostu wymazano. Ponieważ nie było to klasyczne biuro z wpisem i składką na TFG, automatyczny zwrot z funduszu gwarancyjnego nie przysługiwał.
Druga warstwa to 14 inwestorów nieruchomościowych i ponad 4,1 miliona złotych. Obietnica brzmiała jak deweloperka pod palmą: wpłać, a na Zanzibarze stanie twój dom. W relacjach z dokumentu pojawia się sprzedaż tej samej działki dwóm osobom i przyjazdy do pustych placów budowy. Tu strata nie jest „zmarnowanym urlopem”, tylko często oszczędnościami życia. Śledczy łączą ten wątek z wprowadzeniem w błąd co do zamiaru i możliwości wybudowania nieruchomości.
Trzecia warstwa, najsłabiej widoczna w polskich mediach, to lokalni pracownicy i dostawcy. Ponad 726 etatów, pensje w ratach wypłacane pod nadzorem ZAECA, menedżerowie z Kenii, Ugandy i kontynentalnej Tanzanii, którzy porzucili poprzednie posady dla kontraktów z Pili Pili. Dwa hotele przejął rząd z tytułu długów. Resztę dawnych obiektów odbierali pierwotni właściciele. Na 2024 rok tanzański portal „The Citizen” pisał o trzech wciąż działających hotelach, z których wpływy miały iść na spłatę zobowiązań, oraz o próbie zakupu kolejnego obiektu w Paje, już objętego nadzorem.
Dla początkującego turysty morał jest prosty: niska cena plus influencer nie zastępują licencji. Dla kogoś, kto już inwestował za granicą, morał jest twardszy – zagraniczna nieruchomość bez lokalnego aktu notarialnego, niezależnego prawnika i weryfikacji tytułu własności to nie „okazja”, tylko ryzyko utraty 100 procent kapitału. Dokument „Król Zanzibaru” szacuje łączne wyciągnięcie od ofiar na około 7 milionów złotych; zsumowane kwoty z zarzutów (2,7 + 4,1 mln) dają podobny rząd wielkości.
Pięć mitów, które wciąż krążą wokół tej sprawy
Sieć obrosła opowieściami, które wygodnie zdejmują odpowiedzialność albo odwrotnie – malują jednego człowieka na wszechmocnego demona. Oba skróty przeszkadzają w zrozumieniu, dlaczego schemat zadziałał.
- „Skoro jeździli celebryci, to musiało być legalne.” Gwiazda dostaje zaproszenie, nie due diligence. Barter za relację nie jest audytem ksiąg ani sprawdzeniem wpisu w rejestrze organizatorów. Po grudniu 2021 roku większość znanych twarzy po prostu zniknęła z kadru.
- „Pili Coiny to jak bony podarunkowe, więc pieniądze są bezpieczne.” Bon sieci handlowej ma pokrycie w towarze i regulaminie. Wewnętrzny token emitenta, który sam jest organizatorem, sprzedawcą i bankiem, nie ma zewnętrznego gwaranta. Gdy emitent zawiesza działalność, token traci płynność.
- „Skoro jest list gończy, to Interpol go niedługo przywiezie.” List gończy krajowy i wniosek o wydanie to nie to samo co automatyczna ekstradycja. Tanzania nie wykonała wniosków z maja 2023 roku, a lokalne służby mają własny interes w spłacie podatków i pensji.
- „To tylko nieudany biznes, nie piramida.” Szybki wzrost, nowe wpłaty finansujące stare zobowiązania, sprzedaż świadczeń, których nie da się zrealizować, i zamknięcie z dnia na dzień – tak opisują mechanizm śledczy i autorzy dokumentu. Ostateczną kwalifikację prawną da sąd, nie felieton. Zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej już jednak padł.
- „Na Zanzibarze w ogóle nie warto już jechać.” Wyspa ma setki legalnych hoteli, licencjonowanych touroperatorów i klasyczne biura z TFG. Historia Pili Pili jest historią konkretnego organizatora, nie wyrokiem na cały archipelag.
Najdroższy mit dotyczy czasu. Im dłużej ktoś czeka z zawiadomieniem, tym trudniej odtworzyć przelewy, regulaminy i treść ofert, które znikały z Facebooka. Prokuratura i tak musi każdą osobę pokrzywdzoną „dowieźć” czynnościami – milczenie nie przyspiesza sprawy.
W naszej praktyce: voucher, który miał wrócić „po deszczach”
W naszej praktyce zetknęliśmy się z takim przypadkiem, gdy para z Pomorza kupiła w styczniu 2022 roku pobyt na przełom marca i kwietnia, dopłacając pakiet Pili Punktów „na miejscu, na wszystko”. Po komunikacie z 21 lutego dostali zapewnienie, że punkty nie przepadną, a termin przesunie się na okres po 4 czerwca. Napisali trzy maile. Odpowiedź przyszła raz, zdawkowo. W czerwcu obiekt, do którego mieli jechać, nie przyjmował już gości pod tamtą marką. Punkty nie dało się zbyć, bo nie było kupujących. TFG odmówił, bo nie było to impreza zarejestrowanego organizatora. Zostali z potwierdzeniem przelewu i zrzutem ekranu z grupy, której już nie ma.
Ten scenariusz powtórzył się w dziesiątkach wariantów: ktoś kupił domek „pod klucz”, ktoś czarter, ktoś sam bilet i nocleg w pakiecie. Łączyła ich wiara, że skoro na filmiku widać basen i rum, to umowa jest tak twarda jak beton. Beton na Zanzibarze schnie w innym tempie niż posty.
Pytania, które wracają przy każdym nowym tekście o sprawie
Czy Wojciech Żabiński nadal mieszka na Zanzibarze? Relacje z 2024 roku – w tym tanzański „The Citizen” – wskazują, że porusza się swobodnie po Stone Town i mieszka w Mbweni na Ungui. Prokuratura w Gdańsku w styczniu 2026 roku mówiła, że troje podejrzanych ukrywa się za granicą, „prawdopodobnie na terytorium Tanzanii”, i że dotychczas ich nie przesłuchano.
Ile wynosi szkoda i ilu jest pokrzywdzonych? W zarzutach z sierpnia 2023 roku: 240 osób i ponad 2,7 mln zł przy wycieczkach oraz 14 osób i ponad 4,1 mln zł przy umowach na nieruchomości. Dokument na Maxie operuje liczbą około 7 milionów złotych łącznie. Bilans może się zmieniać – śledztwo jest rozwojowe.
Dlaczego nie ma ekstradycji? Prokuratura Krajowa przekazała do Ambasady RP w Tanzanii wnioski z 30 i 31 maja 2023 roku o wydanie podejrzanych. Do stycznia 2026 roku władze tanzańskie ich nie zrealizowały. Lokalnie ZAECA wolała odzyskiwać długi z trzech działających hoteli niż oddać człowieka, który – w ocenie wyspy – wciąż może spłacać pracowników i fiskusa.
Czy Pili Pili nadal działa? Marka nie zniknęła z internetu z dnia na dzień. Część dawnych obiektów wróciła do pierwotnych właścicieli, dwa miały zostać przejęte przez rząd, trzy – według doniesień z 2024 roku – pracowały na spłatę zobowiązań. Rezerwacja „w starym szyldzie” bez sprawdzenia, kto dziś jest operatorem, to powtórka z rozrywki.
Co z bratem i wspólniczką? Dominik Żabiński i Katarzyna Zmarzlik usłyszeli analogiczne zarzuty: grupa przestępcza, oszustwa, działalność bez wpisu i mimo zakazu marszałka. Też są objęci listami gończymi i postanowieniem o tymczasowym aresztowaniu.
Dwa listy, ZAECA i klincz, który trwa w 2026 roku
Polski wymiar sprawiedliwości ma w tej historii dwa osobne tory, które laicy często sklejają w jeden. Tor pierwszy to prawomocny wyrok z 2019 roku: oszustwo przy nabywaniu mieszkania i leasingowanych samochodów, „multiplikowanie podmiotów gospodarczych” w celu unikania wierzytelności, kara dwóch lat i dwóch miesięcy plus grzywna. Sąd Apelacyjny wyrok utrzymał, Sąd Najwyższy 22 czerwca 2022 roku kasację oddalił. Skazany nie stawił się do odbycia kary. Stąd pierwszy list gończy.
Tor drugi to śledztwo wszczęte w kwietniu 2022 roku: nielegalne imprezy turystyczne, oszustwa na wycieczkach i nieruchomościach, zarzut działania w zorganizowanej grupie. Grozi za to – według ówczesnych informacji prokuratury – nawet do pięciu lat pozbawienia wolności, niezależnie od starego wyroku. Stąd drugi list i tymczasowy areszt „na papierze”, bo podejrzanych fizycznie w kraju nie ma.
Rzecznik Prokuratury Regionalnej w Gdańsku Mariusz Marciniak w styczniu 2026 roku podkreślał, że sprawa jest wielowątkowa i skomplikowana faktycznie oraz prawnie, a czynności z pokrzywdzonymi wciąż trwają. Śledztwo przedłużono do 7 sierpnia 2026 r.
Tanzania ma własną logikę. Zanzibar to nie kolonia polskiego sądu. ZAECA po zatrzymaniu i zajęciach majątku uznała, że osądzenie na miejscu albo natychmiastowe wydanie do Polski zostawiłoby pracowników i dostawców z niczym. Stąd rata pensji, sprzedaż nieruchomości, nadzór i – według lokalnej prasy – stała obserwacja, bez przekazania aktu oskarżenia do tanzańskiego DPP. Żabiński miałby nadal odpowiadać na wyspie za zaległości podatkowe i pranie pieniędzy, gdyby lokalna prokuratura weszła na tę ścieżkę. Na razie klincz trwa: Polska chce człowieka, wyspa chce pieniędzy, a tropikalny codzienny rytm Stone Town toczy się tak, jakby list gończy był gatunkiem literatury, a nie dokumentem.
W tle pracuje jeszcze polska ambasada, Interpol i „wielotorowe poszukiwania w różnych krajach”, o których prokuratura mówiła w lutym 2025 roku, nie zdradzając szczegółów. Publicznie widać jedno: od wniosków z maja 2023 do zimy 2026 roku nikt z trójki podejrzanych nie stanął przed gdańskim śledczym.
Checklista przed rezerwacją egzotycznego urlopu
Z mojego doświadczenia sprawdzania ofert wyjazdowych przez miesiąc wynika, że najdroższe błędy robi się w dwadzieścia minut, między instastory a przelewem BLIK. Poniższa lista nie zabroni tropików – ma tylko oddzielić licencjonowane biuro od fajki dymnej.
- Wpis w Centralnej Ewidencji Organizatorów Turystyki (CEOT). Numer wpisu, zakres (imprezy / PUNPUT), aktualność i ewentualne zakazy marszałka województwa. Brak wpisu = brak TFG.
- Turystyczny Fundusz Gwarancyjny i ubezpieczenie na wypadek niewypłacalności. To nie jest to samo co ubezpieczenie kosztów rezygnacji. TFG działa, gdy padnie organizator wpisany do ewidencji.
- Rozliczenie w złotych lub walucie bankowej, na firmę z NIP-em, na umowę z zakresem świadczeń. Wewnętrzne coiny, punkty, „rabaty w tokenie” i płatności na konto prywatne odhaczasz jako alarm.
- Tożsamość operatora hotelu na miejscu. Kto jest w licencji tanzańskiej, kto w bookingowym listingu, kto na akcie własności. Szyld z 2021 roku może dziś należeć do kogoś innego.
- Nieruchomość za granicą: lokalny notariusz, niezależny prawnik, weryfikacja tytułu, zakaz wpłaty na konto „znajomego pośrednika”. Render domu nie jest aktem własności.
- Celebryta w relacjach nie jest audytorem. Sprawdzasz KRS, CEIDG, CEOT i opinie pokrzywdzonych z datą, nie liczbę lajków.
- Cena dumpingowa w szczycie pandemii albo „ostatnie trzy doby w raju za pół darmo”. Dumping bywa marketingiem. Bywa też zwiastunem, że nowi klienci finansują starych.
Jeśli którykolwiek punkt zgrzyta, nie „dopytujesz na grupie fanowskiej prowadzonej przez sprzedawcę”. Dopytujesz w urzędzie marszałkowskim i w pisemnej umowie. Grupa, która liczy ćwierć miliona członków, potrafi być tubą, nie filtrem.
Kiedy iść do prawnika, a kiedy da się samemu
Samodzielnie: sprawdzenie CEOT, KRS, CEIDG, złożenie zawiadomienia o podejrzeniu przestępstwa, zgłoszenie się do prowadzonego już śledztwa jako pokrzywdzony, zebranie przelewów, maili, regulaminów i zrzutów z ofert. To nie wymaga kancelarii. Wymaga porządku w dokumentach i dat.
Do specjalisty: spór o nieruchomość w Tanzanii, próba egzekucji za granicą, zbieżność kilku reżimów prawnych (polskie oszustwo, tanzańskie podatki, lokalne prawo pracy), a także przedawnienia i taktyka w postępowaniu karnym. Adwokat nie przyspieszy Interpolu, ale poukłada, czego sąd w Gdańsku w ogóle może dochodzić, a czego musi dochodzić sędzia w Stone Town.
Detektyw medialny, nawet znany z telewizji, nie zastąpi wniosku o wydanie. Krzysztof Rutkowski pojawia się w dokumencie jako głos z zewnątrz – z opinią, nie z mandatariuszem. Skuteczna ścieżka w tej sprawie prowadzi przez prokuratora regionalnego, ambasadę i tanzańskie instytucje, nie przez reality show.
Jeśli straciłeś wpłatę na wyjazd bez licencji, nie czekaj na „odsprzedaż punktów”. Złóż zawiadomienie, dołącz dowody przelewu i treść oferty, poproś o status pokrzywdzonego w śledztwie gdańskim. To jedyna ścieżka, która realnie istnieje w 2026 roku.
„Król Zanzibaru” na Maxie i to, czego serial nie zamyka
Trzy odcinki w reżyserii Tomasza Bardorscha, produkcja Inbornmedia, premiera w czerwcu 2024 na platformie Max, później także w innych serwisach jako „King of Zanzibar”. Głos zabrali menedżer Marek Pliskowski, dyrektor operacyjny, animatorka, producent wideo Jeremiasz Chomontowski, Natalia Kukulska, dziennikarka Agnieszka Szwajgier. Sam Żabiński i ówczesny zarząd odmówili udziału. Serial robi to, czego nie zrobi komunikat prokuratury: pokazuje, jak pachnie obiad przy lagunie, gdy w kuchni nie ma towaru, i jak brzmi polski akcent w Jambiani, gdy pensja nie spływa.
Tego, czego nie zamyka, jest więcej. Nie ma w nim wyroku za zanzibarski wątek, bo wyroku jeszcze nie ma. Nie ma sceny w kajdanach na lotnisku w Dar es Salaam. Nie ma zwrotu 2,7 miliona za wycieczki ani 4,1 miliona za działki. Jest za to lekcja, którą widać dopiero po napisach: tropikalna sceneria nie unieważnia Kodeksu karnego, a charyzma w stories nie jest zastępstwem wpisu w CEOT.
Wschodnie plaże Ungui nadal są białe, ocean nadal wchodzi na mieliznę tak, że można iść w wodzie po kolana przez pół kilometra. Polacy nadal lecą do Paje i Nungwi – tym razem zwykle przez licencjonowane biura i duże platformy rezerwacyjne. Gdzieś między Mbweni a Stone Town, jeśli wierzyć lokalnej prasie, krąży człowiek, którego polski sąd od lat chce widzieć w zakładzie karnym. Śledztwo ma datę 7 sierpnia 2026. Kalendarz nie jest wyrokiem. Jest jednak twardszą miarą niż jakikolwiek Pili Coin.











Dodaj komentarz