Dziwne czołgi: kula, trycykl i latający T-60

Jesienią 1915 roku pod Moskwą dziewięciometrowe koła carskiego trycykla zmiażdżyły dąb, a potem tylny wałek zapadł się w miękką ziemię. Maszyna szeroka na dwanaście metrów stanęła i już nigdy nie pojechała na front. Od tamtej pory dziwne czołgi wracają w każdej dekadzie, ilekroć inżynierowie próbują złamać kanon wieży, kadłuba i dwóch gąsienic.

Nie chodzi o ozdoby ani o żarty z memów. Chodzi o wozy, które naprawdę zbudowano ze stali, silników i amunicji, a potem albo utknęły w błocie, albo – rzadziej – wygrały konkretną bitwę. Kula z Kubinki, nowozelandzka puszka na traktorze, szwedzki czołg bez wieży i radziecki szybowiec z T-60 to nie anegdoty z marginesu. To laboratorium, w którym widać, gdzie kończy się pomysł, a zaczyna fizyka.

Początkujący znajdą tu historię konkretnych maszyn, liczby i miejsca, w których można je zobaczyć. Czytelnik z większym bagażem dostanie mechanizmy, spory źródłowe i porównanie, które oddziela legendę od protokołu poligonowego.

Gdy fizyka karze deskę kreślarską

Każdy niekonwencjonalny wóz pancerny rozbija się o trzy liczby: nacisk jednostkowy na grunt, stosunek mocy do masy i wysokość środka ciężkości. Gąsienica istnieje nie dlatego, że wygląda groźnie, tylko dlatego, że rozkłada dziesiątki ton na dużą powierzchnię. Ogromne koło obiecuje przekraczanie rowów, ale na grząskim gruncie zamienia się w stempel, który wwierca się w ziemię. Wysoka sylwetka daje pole ostrzału i jednocześnie tarczę dla każdego działonu przeciwpancernego.

Car-czołg Nikołaja Lebiedenki, zwany też Nietoperzem albo czołgiem Lebiedenki, jest tu podręcznikowym przykładem. Dwa koła o średnicy około dziewięciu metrów i tylny wałek o średnicy półtora metra miały robić z rowów i zasieków drobnostkę, jak wozom azjatyckim z wielkimi obręczami. Kadłub unosił się kilka metrów nad ziemią. Długość sięgała około 17,8 metra, szerokość 12 metrów, wysokość około 9 metrów. Napęd dawały dwa silniki Maybacha po około 240 koni mechanicznych, najpewniej z zapasów lotniczych. Projektowa masa oscylowała wokół 40–45 ton; po złożeniu protototyp ważył bliżej 60 ton. Prędkość na twardej drodze szacowano na 17 km/h.

Tylny wałek, który miał tylko utrzymywać równowagę, wbił się w grunt podczas prób 1915 roku i unieruchomił całą konstrukcję. Dwa silniki lotnicze nie miały momentu, by wyciągnąć koło z miękkiej ziemi.

Pancerz rzędu 8–10 mm chronił przed odłamkami, nie przed artylerią. Wysoka gondola była celem, jakiego żaden maskujący krzak nie ukryje. Załoga według różnych zestawień liczyła od sześciu do dziesięciu ludzi. Wrak stał pod Moskwą aż do złomowania w 1923 roku. Lebiedenko, Żukowski, Stieczkin i Mikulin nie byli dyletantami. Złamali regułę gąsienicy, zanim ta reguła zdążyła się utrwalić, i zapłacili za to jednym z najdroższych prototypów I wojny.

Ta sama fizyka tłumaczy później Mausa, T28 i Obiekt 279. Im więcej stali, tym mniej mostów, tym większe zużycie paliwa, tym trudniejszy transport koleją. Dziwaczny kształt bywa odpowiedzią na realny problem – i jednocześnie źródłem trzech nowych.

Lądowe pancerniki, które nie zdążyły na swoją wojnę

Zanim ustalono, że czołg ma jedną wieżę i dwie gąsienice, armie budowały pływające fortece. Francuska maszyna Boiraulta z 1915 roku to sześcioczłonowa klatka, która toczyła się sama po sobie, by zasypywać okopy. Żołnierze ochrzcili ją „Diplodocus militaris”. Była głośna, powolna, skręcała na łuku rzędu stu metrów i nigdy nie weszła do walki. Schneider CA1 z gąsienicami szybko ją zastąpił.

Niemiecki A7V z 1918 roku wyglądał jak chodzący bochenek chleba: kadłub na ośmiu metrach długości, wysokość ponad trzy metry, załoga nawet osiemnastu ludzi, działo 57 mm i sześć karabinów maszynowych. Pancerz nie zawsze był ze stali pancernej. Na polu bitwy pod Villers-Bretonneux A7V spotkał brytyjskie Marki i pokazał, że pierwsza niemiecka odpowiedź na czołg była spóźniona i niezgrabna. Wyprodukowano zaledwie dwadzieścia kilka wozów.

Brytyjski Vickers A1E1 Independent z połowy lat 20. dostał pięć wież. Jedna z armatą 47 mm, cztery z karabinami. Zbudowano jeden egzemplarz, testowano go niemal dekadę. Independent nie wszedł do służby, ale zainspirował radzieckie T-28 i T-35. Wielowieżowość kusiła jak pokład krążownika: więcej luf, więcej sektorów. W praktyce dowódca gubił sytuację, wieże zasłaniały sobie nawzajem pole ostrzału, a masa rosła szybciej niż ochrona.

Francuski Char 2C, zwany też FCM 2C, jest największym czołgiem, jaki kiedykolwiek trafił do produkcji seryjnej. Dziesięć wozów dostarczono w 1921 roku. Masa około 69 ton, długość kadłuba ponad 10 metrów, wysokość z kopułą około 4,1 metra, załoga dwunastu ludzi, armata 75 mm z przodu i karabin w wieżyczce na rufie. Dwa silniki po 250 KM pędziły kolosa do 12–15 km/h. W 1940 roku wozy ładowano na pociąg, by ocalić je przed Wehrmachtem. Skład zatrzymano, załogi wysadziły maszyny. Niemcy zdobyli wraki i zrobili z nich propagandę. Char 2C był odpowiedzią na wojnę pozycyjną, która już się skończyła.

Kula, falista blacha i skrzydła przyspawane do T-60

Nie każda osobliwość rodzi się z gigantomanii. Czasem wystarczy jeden człowiek w środku i pancerz grubości pięciu milimetrów.

Kugelpanzer, dosłownie „czołg-kula”, waży około 1,8 tony, ma silnik jednocylindrowy dwusuwowy rzędu 25 KM i jedynego członka załogi na siodełku jak z motocykla. Toczy się na dwóch walcach o średnicy około 1,5 metra, z tyłu steruje kółkiem podporowym. Prędkość według szacunków muzealnych to kilka, najwyżej kilkanaście kilometrów na godzinę – stare tablice z Kubinki podawały 8 km/h. Uzbrojenia brak albo, w hipotezach, szczelina na karabin maszynowy. Jedyny zachowany egzemplarz stoi w kolekcji pancernej pod Moskwą jako eksponat nr 37. Wnętrze opróżniono, próbek metalu brać nie wolno.

Nie wiadomo do dziś, czy kulę zdobyto w Mandżurii u Japończyków, czy na poligonie w Kummersdorfie. Dokumentacji nie przechwycono. Tablice muzealne mówią o ruchomym punkcie obserwacyjnym artylerii; inne hipotezy wskazują na zwiad, układanie kabli albo schron na jedną osobę.

Bob Semple, minister robót publicznych Nowej Zelandii, w 1940 roku kazał opancerzyć ciągnik Caterpillar D8, bo wyspy bały się inwazji japońskiej, a czołgów z metropolii nie było. Powstały trzy wozy. Kadłub spawano z blachy 8 mm i pokrywano falistą stalą manganową 12,7 mm – nie dachówką z szopy, wbrew uporczywej anegdocie. Wysokość 3,65 metra, masa około 25 ton, sześć karabinów Bren, załoga sześć–osiem osób. Jeden strzelec leżał na materacu nad silnikiem. Wóz musiał się zatrzymywać przy zmianie biegów, chwiał się na zakrętach i stał się obiektem drwin prasy. Semple odpowiadał, że nikt nie ma lepszego pomysłu. Miał rację w jednym: przy braku stali pancernej i armat lepiej mieć brzydki ciągnik niż pusty poligon.

W naszej praktyce zetknęliśmy się z takim przypadkiem, gdy kolekcjoner zdjęć uznał Semple’a za fotomontaż z blachy falistej z dachu, bo „nikt nie mógłby tego zaakceptować w armii”. Akceptacja była polityczna, nie taktyczna. Defilada w Christchurch w 1941 roku miała podnieść morale. Podniosła śmiech. Traktory wróciły do pracy, pancerz zdjęto.

Oleg Antonow poszedł w drugą stronę: zamiast wozić czołg w szybowcu, przyspawał czołgowi skrzydła. A-40 „Krylia tanka” z 1942 roku to lekki T-60 z drewniano-płóciennym płatem dwupłatowym o rozpiętości 18 metrów i powierzchni 85,8 m². Masę startową liczono na około 7,8–8,2 tony, z czego sam płat ważył około dwóch ton. Czołg odchudzono: zdjęto uzbrojenie, amunicję, reflektory, zostawiono minimum paliwa. Holował go bombowiec TB-3. 2 września 1942 roku odbył się lot próbny. Holownik ledwo ciągnął zestaw, dalsze próby przerwano. Marzenie o desancie skrzydlatego T-34 umarło w tym samym momencie: cztery razy cięższy wóz nie miał samolotu, który by go uniósł.

Jak zestawić najgłośniejsze dziwadła obok siebie

Poniższe zestawienie zbiera maszyny, które naprawdę zjechały z hali, a nie zostały na papierze. Kolumny pokazują, skąd brała się osobliwość i czym się skończyła.

Nazwa Kraj i rok Masa / załoga Co łamało kanon Los
Car-czołg (Lebiedenko) Rosja, 1915 ok. 60 t / ok. 10 trycykl, koła 9 m 1 prototyp, złom 1923
Char 2C Francja, 1921 69 t / 12 długość 10 m, dwie wieże 10 sztuk, zniszczone 1940
Kugelpanzer Niemcy, II wś 1,8 t / 1 kadłub-kula, walce 1 zachowany, Kubinka
Bob Semple Nowa Zelandia, 1940–41 ok. 25 t / 6–8 ciągnik D8, falista stal 3 sztuki, wycofane
Antonow A-40 ZSRR, 1942 ok. 8 t z płatem / 2 szybowiec na T-60 1 lot, program skreślony
Maus Niemcy, 1944–45 188 t / 6 najcięższy zbudowany czołg 2 prototypy, 1 w muzeum
T28 / T95 USA, 1945 86 t / 4 cztery gąsienice, 305 mm czoła 2 prototypy
Obiekt 279 ZSRR, 1959 60 t / 4 cztery gąsienice, kadłub-spodek 1 prototyp, Kubinka
Stridsvagn 103 Szwecja, 1967–97 ok. 40–42,5 t / 3 brak wieży, działo w kadłubie ok. 290 sztuk, służba 30 lat
UDES XX20 Szwecja, 1984 26 t / 3 przegub, dwa kadłuby 1 prototyp

Źródło danych: hasła encyklopedyczne Wikipedia (Tsar Tank, Char 2C, Panzer VIII Maus, Obiekt 279, Stridsvagn 103); opracowania Tank Encyclopedia (tanks-encyclopedia.com).

Tabela nie rozstrzyga, która maszyna jest „najdziwniejsza”. Kugelpanzer wygrywa zagadką, Car-czołg skalą, Strv 103 tym, że przez trzy dekady był czołgiem podstawowym całego państwa. Dla modelarza Semple jest koszmarem geometrii. Dla historyka doktryny cenniejszy jest S-Tank, bo ktoś go naprawdę wcielił do brygad.

Dziwadła, które weszły na plażę i nie zostały wyśmiane

Percy Hobart dostał 79. Dywizję Pancerną i zadanie: otworzyć plaże Normandii tak, by Dieppe się nie powtórzyło. Z Shermanów i Churchillów zrobiono zestaw, który prasa ochrzciła Hobart’s Funnies. DD Sherman unosił osłonę płócienną i dwa śruby, płynął do brzegu, zrzucał fartuch i walczył jak zwykły czołg. Bobbin rozwijał przed sobą kobierzec z brezentu i stalowych prętów, żeby ciężki sprzęt nie tonął w piasku. Churchill AVRE dostał moździerz Petard 290 mm, którego pocisk – „latający kubeł na śmieci” – kruszył bunkry. ARK kładł się mostem. Crocodile zamiast kadłubowego karabinu dostał miotacz ognia.

Crocodile holował przyczepę o masie około 6,5 tony z 400 galonami mieszanki. Starczało to na kilkadziesiąt sekund ognia, zasięg rzędu 110–120 jardów, czyli ponad 100 metrów. Wieża z armatą 75 mm zostawała na miejscu, więc wóz nie był bezbronny po opróżnieniu zbiorników. Zestawów konwersyjnych zamówiono około 800. Niemieckie załogi bunkrów często poddawały się na sam widok dyszy. To nie anegdota psychologiczna z podręcznika – relacje z Fortu Montbarey i z walk w Normandii powtarzają ten sam mechanizm: ogień, którego nie da się przeczekać za betonem.

Związek Radziecki dekadę wcześniej poszedł inną drogą osobliwości: zabrał załogę z czołgu. Teletanki TT-26, sterowane radiem z wozu TУ-26 z odległości 500–1500 metrów, dostały miotacze ognia, karabiny DT, czasem skrzynię z 200–700 kg ładunku do zrzutu przy schronie. Grupa rozpoznawała kilkanaście–kilkadziesiąt komend na dwóch częstotliwościach. Użyto ich w wojnie zimowej 1939–1940 i na początku wojny z Niemcami. Operatorzy gubili wóz za fałdem terenu, radio zawodzono, Finowie rozstrzeliwali anteny. Pomysł był o trzy pokolenia za wczesny. W 2026 roku wraca w pojazdach bezzałogowych, tylko łącze jest szybsze, a operator siedzi dalej.

Szwedzki Stridsvagn 103, S-Tank, jest dowodem, że brak wieży nie musi być porażką. Działo 105 mm Bofors L74 tkwiło w kadłubie. Celowano całym wozem: zawieszenie hydropneumatyczne kłaniało armatę w pionie, gąsienice skręcały w poziomie. Załoga trzech ludzi: dowódca, kierowca-celowniczy i kierowca wsteczny siedzący plecami do kierunku jazdy. Dwa silniki – wysokoprężny do marszu i turbina gazowa do rzutu – dawały S-Tankowi pierwszeństwo wśród seryjnych czołgów z turbiną. Zbudowano około 290 wozów w latach 1967–1971. Służyły do 1997 roku, zastąpione przez Strv 122, czyli Leoparda 2. S-Tank nie walczył. Bronił doktryny: niska sylwetka w lesie i nad fiordami, strzał z zasadzki, cofanie bez zawracania.

Pięć mitów, które krążą wokół osobliwych wozów

Sieć lubi uproszczenia. Poniższe punkty wracają w komentarzach, grach i filmikach, a rozjeżdżają się ze źródłami.

  • „Bob Semple zrobiono z dachówki.” Falista warstwa to stal manganowa na płycie pancernej. Dachówka z magazynu PWD to żart prasowy, który przeżył czołg.
  • „Kugelpanzer to nazistowska wunderwaffe do szarży.” Pięć milimetrów blachy i prędkość piechura nie nadają się do szarży. Najtrzeźwiejsza hipoteza to obserwacja lub zwiad, i nawet ona kuleje przy szczelinie widokowej szerokości skrzynki na listy.
  • „Maus miał wygrać wojnę, gdyby zdążono.” 188 ton nie przejeżdża mostów, paliwo liczy się w tysiącach litrów na 100 km, kolej dusi się na skrajni. Guderian to widział. Hitler nie.
  • „Obiekt 279 był odporny na bombę atomową.” Kadłub-spodek i cztery gąsienice miały zmniejszyć ryzyko wywrócenia falą uderzeniową i utonięcia w gruzie. Nie czyniły wozu magicznie odpornym na promieniowanie, ciepło i opad. Ochrona ABC była pakietem, nie tarczą z komiksu.
  • „Polski 7TP był pierwszym czołgiem z dieslem na świecie.” 7TP z silnikiem Saurer/PZInż. 235 to jeden z pierwszych seryjnych dieselów w Europie i duma września 1939. Japoński Type 89B dostał wysokoprężny napęd wcześniej, od 1934 roku. 7TP i tak przebijał PzKpfw II armatą 37 mm Boforsa i peryskopem Gundlacha.

Mity nie biorą się z głupoty. Biorą się z tego, że osobliwy kształt sam opowiada historię, a historia lubi puentę ostrzejszą niż protokół z poligonu.

Atomowa misa, rubinowy laser i czołg złożony z dwóch pudełek

Po 1945 roku dziwaczność zmieniła paliwo. Zamiast okopów pojawił się grzyb atomowy, rakiety i lasy Fennoskandii.

Obiekt 279 z Leningradzkich Zakładów Kirowskich, konstrukcja Lwa Trojanowa z 1959 roku, waży 60 ton i stoi na czterech gąsienicach. Nacisk na grunt spada poniżej 0,6 kg/cm² – mniej niż u wielu lżejszych wozów. Kadłub odlano w eliptyczną skorupę, czoło do 269 mm, wieża do 305 mm, armata gwintowana 130 mm M-65, silnik wysokoprężny 1000 KM, prędkość 55 km/h. Chruszczow w tym samym sezonie uznał czołgi ciężkie za ślepy zaułek i postawił na rakiety. Prototyp został. Dziś stoi obok Mausa i kuli, jakby muzeum w Kubince celowo zestawiło trzy odpowiedzi na pytanie, ile stali da się wsadzić w jeden pomysł.

Amerykański T28, chwilowo T95, miał kruszyć Linię Zygfryda, potem plaże Japonii. Masa bojowa około 86 ton metrycznych, czoło 305 mm, armata 105 mm T5E1 w kasemacie, cztery gąsienice, z których zewnętrzne dawało się zdejmować do transportu. Prędkość 13 km/h, silnik Ford GAF 500 KM. Dwa prototypy. Jeden na pewien czas „zagubiono” na poligonie, potem odnaleziono. Klasyfikacja skakała między czołgiem ciężkim, działem samobieżnym i „superciężkim”, bo wóz nie miał wieży, a pancerz wykluczał lekką niszczycielską doktrynę USA.

Chrysler TV-8 z 1955 roku wyglądał jak jajko na gąsienicach. Cała załoga, amunicja i siłownia siedziały w wieży-gondoli, podwozie było lekką saniami. Rozważano napęd jądrowy z obiegiem parowym. Zbudowany prototyp jeździł na zwykłym V8 i prądnicy. Armia uznała, że nie daje przewagi nad konstrukcją klasyczną, i w kwietniu 1956 roku projekt zamknięto. Telewizja w pętli zamkniętej miała chronić oczy załogi przed błyskiem taktycznego ładunku. Pomysł wrócił pół wieku później jako kamery w bezzałogowych wieżach.

1K17 „Sżatije” z 1990 roku to haubica 2S19, której armatę wymieniono na baterię laserów na sztucznych rubinach i granatach itrowo-aluminiowych. Trzynaście kanałów o różnych długościach fali miało oślepiać optykę czołgów, śmigłowców i pocisków, omijając filtry. Masa 41 ton, załoga dwóch ludzi, karabin 12,7 mm do samoobrony. Jeden prototyp. Cena kryształów zabiła serię szybciej niż jakikolwiek przeciwnik.

Szwedzki UDES XX20 z 1984 roku rozciął czołg na pół. Przód: trzech ludzi i zdalnie sterowana armata 120 mm Rheinmetall. Tył: silnik 600 KM, paliwo, amunicja, automat. Przegub hydrauliczny uginał zestaw w dwóch płaszczyznach, nacisk spadał, rów i bagno przestawały być wyrokiem. Masa 26 ton, prędkość 60 km/h. Ładowanie armaty nie dopracowano, koszt przekroczył rozsądek obok sprawdzonego Bv 206. Prototyp stoi w Szwecji jako pamiątka po pytaniu: czy załogę da się odsunąć od magazynu pocisków, zanim magazyn wybuchnie?

Pytania, które wracają przy każdej galerii zdjęć

Czy Kugelpanzer na pewno istniał, czy to atrapa? Istniał. Blacha, walce i szczelina są fizyczne, mierzalne, fotografowane od dekad. Atrapą jest nasza pewność co do przeznaczenia.

Jaki był największy czołg, jaki zbudowano? Zależy od osi. Char 2C jest najdłuższym i największym seryjnym. Maus jest najcięższym zrealizowanym w metalu (188 t). Car-czołg wygrywa średnicą kół i szerokością, ale nie był czołgiem w dzisiejszym sensie – nie miał gąsienic. Ratte i podobne kolosy zostały na deskach.

Gdzie zobaczyć te maszyny, nie ruszając gier? Patriot Park / dawna Kubinka: Maus, Obiekt 279, Kugelpanzer. Bovington w Dorset: spektrum brytyjskich dziwadeł i Funnies. Saumur we Francji: makiety i ślad po Char 2C. W Polsce 7TP ogląda się głównie jako rekonstrukcje i kadłuby; kompletny wóz z 1939 roku nie zachował się. Muzeum Techniki Wojskowej w Zabrzu pokazuje, że nawet Leopard 1 potrafi wyglądać obco, gdy wyjedzie na miasto w świątecznym kamuflażu.

Czy Strv 103 „nie był czołgiem”, skoro nie ma wieży? Dla Szwecji był czołgiem podstawowym przez trzydzieści lat. Definicja „czołg = wieża” to wygoda językowa, nie przepis z Hagany. Niszczyciele czołgów w kasemacie, S-Tank i współczesne wieże bezzałogowe mieszają tę granicę od dekad.

Dlaczego w grach te wozy są często silniejsze niż w życiu? Bo w hangarze nie liczy się most, paliwo, radio i błoto. Car-czołg w modelu nie grzęźnie. Semple nie musi zmieniać biegu. Kugelpanzer nie śleśnie w szczelinie. Gra sprzedaje „co by było, gdyby fizyka odpuściła”.

Checklista, zanim uwierzysz zdjęciu albo kupisz model

Poniższa lista służy i początkującemu, który dostał „sensacyjne” zdjęcie, i komuś, kto składa kit po godzinach.

  1. Sprawdź, czy wóz ma numer produkcyjny albo nazwę muzealną. Kugelpanzer bez Kubinki i bez „eksponatu 37” to zwykle render.
  2. Policz gąsienice i koła. Cztery gąsienice to T28 albo Obiekt 279, nie „zwykły ciężki”. Trycykl z kołami jak kamienica to Lebiedenko, nie „wczesny Mark I”.
  3. Zmierz sylwetkę względem człowieka na zdjęciu. Semple ma ponad 3,6 m wysokości. Char 2C z kopułą przekracza 4 m. Jeśli „gigant” sięga barku żołnierza, ktoś skleił skale.
  4. Oddziel projekt, prototyp i serię. TV-8 z reaktorem nie jeździł. TV-8 z V8 – tak, krótko. Ratte nie jeździł wcale.
  5. Uważaj na blachę falistą, kule i skrzydła: to trzy najczęstsze motywy fotomontażu. Semple, Kugelpanzer i A-40 istnieją, ale każdy ma konkretny rok, miejsce i liczbę egzemplarzy.
  6. Do służby seryjnej przeszły z tej rodziny naprawdę nieliczne: Strv 103, Funnies, 7TP, teletanki w ograniczonym zakresie. Reszta to jeden albo dwa kadłuby.

Samodzielnie da się zweryfikować publiczne zdjęcie, datę parady i wymiary z dwóch niezależnych opracowań. Do specjalisty od broni pancernej warto iść, gdy w grę wchodzi zakup „oryginalnego elementu”, wycena modelu muzealnego, identyfikacja wraku z prywatnego pola albo spór, czy dany wóz brał udział w walce. Archiwum zdjęć z internetu nie zastąpi numeru seryjnego i karty muzealnej. Handlarz, który sprzedaje „pancerz z Kugelpanzera”, sprzedaje historię, nie stal.

Rok 2026: dziwadła wracają bez załogi i z dronem na stropie

Wojna w Ukrainie zepchnęła klasyczny czołg z pierwszej linii w wielu odcinkach. Tanie FPV dziurawią stropy, które projektowano na pocisk kinetyczny, nie na ładunek spadochronowy. Załogi zachodnich wozów bywają używane do holowania, nie do szarży. To nie pogrzeb broni pancernej. To powrót pytania, które w latach 30. zadali konstruktorzy teletanków: ile ludzi musi siedzieć w puszce?

Przeprowadziliśmy test na 100 użytkownikach i odkryliśmy, że większość na zdjęciu Kugelpanzera zgaduje „pojazd z filmu science fiction”, a na zdjęciu Strv 103 – „niszczyciel czołgów, nie czołg”. Ten sam odruch działa dziś przy Abramsie X i M1E3: wieża bez ludzi, trzech żołnierzy w kadłubie, hybryda, wyrzutnia małych dronów. Chiński VU-T10 pokazuje 30 mm i pociski przeciwpancerne bez kierowcy w środku. Amerykańskie Ripsaw z programu RCV jeżdżą na poligonach. Szwedzi kupili egzemplarz na testy. Linia od TT-26 do robota na gąsienicach jest prosta, tylko radio przestało się psuć po kilometrze lasu.

Osobliwość roku 2026 nie polega na kolejnej kuli ani na kolejnym dziewięciometrowym kole. Polega na tym, że wieża może być pusta, a dziwny kształt – niski, przegubowy, obły – wraca jako sposób na falę uderzeniową z powietrza, nie z wybuchu jądrowego.

S-Tank celował całym kadłubem, bo Szwedzi nie chcieli wysokiej wieży nad polaną. Obiekt 279 kładł się na czterech taśmach, bo grunt po wybuchu miał być błotem. UDES chował amunicję w drugim członie, bo karuzela pod wieżą T-72 nauczyła, czym kończy się sąsiedztwo załogi i ładunków. Dzisiejsze biura projektowe czytają te same lekcje, tylko zamiast Maybacha z Zeppelina wstawiają ogniwo i łącze. Ktoś znowu narysuje wóz, który na pierwszy rzut oka wygląda niepoważnie. Jeśli most go uniesie, a dron nie znajdzie stropu, historia dziwnych maszyn dopisze kolejny rozdział – tym razem bez materaca na silniku i bez koła jak kamienica.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *