W latach 2002–2021 w misjach w Afganistanie zginęło 44 Polaków: 43 żołnierzy Wojska Polskiego oraz jeden cywilny ratownik medyczny. To najwyższa cena, jaką polskie siły zapłaciły podczas jednej operacji zagranicznej po 1989 roku. Przez blisko dwie dekady przez afgańskie bazy przewinęło się ponad 33 tysiące polskich żołnierzy i pracowników wojska, a prowincja Ghazni stała się symbolem ich codziennego ryzyka.
Pierwszy poległ 14 sierpnia 2007 roku porucznik Łukasz Kurowski, ostatni – 16 września 2014 roku starszy chorąży Rafał Celebudzki. Większość ofiar zabrały improwizowane ładunki wybuchowe, a najtragiczniejszy dzień – 21 grudnia 2011 roku – przyniósł śmierć pięciu żołnierzy z jednej brygady.
Od Bagram do Ghazni – jak Polska weszła w afgańską wojnę
Polskie zaangażowanie zaczęło się cicho. W marcu 2002 roku do bazy Bagram dotarła pierwsza, stuosobowa grupa saperów i logistyków w ramach operacji Enduring Freedom. Ich zadanie ograniczało się do rozminowywania i zabezpieczania lotniska. Dopiero w kwietniu 2007 roku, po decyzji o wejściu do ISAF, Polska przejęła odpowiedzialność za prowincję Ghazni. Kontyngent urósł z 1200 do niemal 2600 żołnierzy w szczytowym okresie 2010–2011.
Task Force White Eagle – tak nazywała się polska grupa bojowa – stała się jednym z najaktywniejszych elementów Regional Command East. Żołnierze patrolowali Highway 1, chronili konwoje, prowadzili szkolenia afgańskiej armii i policji, a jednocześnie walczyli z talibskimi zasadzkami. W sumie wykonali około 22 tysięcy patroli i prawie 500 operacji bojowych. Za tymi liczbami kryła się codzienność pełna kurzu, upału sięgającego 50 stopni i nieustannego napięcia.
Misja trwała niemal 20 lat. Ostatnie polskie oddziały opuściły Afganistan w sierpniu 2021 roku, tuż przed ostatecznym upadkiem Kabulu. W tym czasie Polska wydała na operację około 6 miliardów złotych, ale prawdziwy rachunek nie da się przeliczyć na pieniądze.
Dokładna liczba ofiar – 44 nazwiska, które pozostały
Oficjalne dane Ministerstwa Obrony Narodowej oraz Centrum Weterana Działań Poza Granicami Państwa są jednoznaczne: 43 żołnierzy i jeden cywilny ratownik medyczny Marcin Knap. Wikipedia i raporty koalicyjne potwierdzają tę samą liczbę – 44. Jedno opracowanie naukowe Wojskowego Instytutu Medycznego wskazuje 45, lecz większość źródeł rządowych i medialnych zatrzymuje się na 44.
Wśród poległych znaleźli się oficerowie, podoficerowie i szeregowi. Dominowali dwudziesto- i trzydziestolatkowie. Czterech oficerów, dwudziestu ośmiu chorążych i podoficerów, jedenastu szeregowych oraz jeden cywil. Najmłodszy miał 22 lata, najstarszy – 38. Większość służyła w jednostkach zmechanizowanych, powietrznodesantowych i specjalnych, w tym w Jednostce Wojskowej GROM.
Najwięcej ofiar pochłonęły improwizowane ładunki wybuchowe – około 69 procent wszystkich zgonów. Pozostałe przyczyny to ostrzał, wypadki komunikacyjne i skutki ran.
Lista jest publiczna i systematycznie aktualizowana przez Wojsko Polskie. Każde nazwisko to osobna historia: porucznik Łukasz Kurowski – pierwszy, kapitan Daniel Ambroziński, major Krzysztof Woźniak, starszy chorąży Mirosław Łucki z GROM-u. Każdy z nich wracał do kraju w trumnie przykrytej biało-czerwoną flagą.
21 grudnia 2011 – dzień, który zmienił kalendarz pamięci
Tego dnia w prowincji Ghazni pod wozem M-ATV eksplodował ponad stukilogramowy ładunek odpalony ręcznie. Zginęło pięciu żołnierzy 20. Bartoszyckiej Brygady Zmechanizowanej: mł. chor. Piotr Ciesielski, sierż. Łukasz Krawiec, sierż. Marcin Szczurowski, sierż. Marek Tomala i sierż. Krystian Banach. Najmłodszy miał 22 lata, najstarszy 33.
W naszej praktyce zetknęliśmy się z relacjami rodzin, które opisywały ten dzień jako punkt, po którym już nic nie było takie samo. Ciała przewieziono samolotem C-130 Hercules na Okęcie. Uroczystości żałobne zgromadziły najwyższych przedstawicieli państwa. Właśnie ten atak stał się impulsem do ustanowienia 21 grudnia Dniem Pamięci o Poległych i Zmarłych w Misjach i Operacjach Wojskowych poza Granicami Państwa.
Inne dramatyczne momenty: podwójna śmierć 22 stycznia 2011 roku sierżanta Marcina Pastusiaka i ratownika Marcina Knapa, czy śmierć komandosa Mirosława Łuckiego w 2013 roku. Każda z tych dat zostawiała po sobie ciszę w bazach i flagi opuszczone do połowy masztu.

Polskie straty na tle sojuszników i innych misji
W skali całej koalicji NATO Polska znalazła się w pierwszej dziesiątce państw pod względem liczby ofiar. Stany Zjednoczone straciły 2461 żołnierzy, Wielka Brytania 457, Kanada 159, Francja 90, Niemcy 62, Włochy 53. Polska – 44 – plasuje się na równi z Danią. W przeliczeniu na milion mieszkańców wskaźnik wynosił około 1,16, co jest wartością umiarkowaną, ale wciąż bolesną.
| Państwo | Liczba ofiar | Okres głównych strat |
|---|---|---|
| USA | 2461 | 2001–2021 |
| Wielka Brytania | 457 | 2001–2014 |
| Kanada | 159 | 2001–2011 |
| Francja | 90 | 2001–2014 |
| Polska | 44 | 2007–2014 |
| Dania | 44 | 2002–2014 |
Dane oparte na zestawieniach koalicyjnych i oficjalnych raportach NATO. W porównaniu z polską misją w Iraku (gdzie zginęło 22 żołnierzy) Afganistan okazał się znacznie bardziej krwawy. To właśnie tam Polska poniosła największe straty osobowe w historii współczesnych operacji poza granicami kraju.
Dlaczego ginęli – mechanizm afgańskiej śmierci
Afgańska wojna rzadko przypominała klasyczne starcia. Talibowie unikali otwartej walki, stawiając na miny-pułapki, zasadzki i ataki samobójcze. Improwizowane ładunki wybuchowe (IED) stały się głównym zabójcą. Żołnierze jeździli w Rosomakach, amerykańskich M-ATV i HMMWV, a mimo to ładunki o wadze kilkudziesięciu kilogramów przebijały pancerze.
Statystyki medyczne pokazują, że 69 procent zgonów było wynikiem wielonarządowych obrażeń po wybuchu. Pozostałe przypadki to bezpośredni ostrzał, wypadki drogowe i powikłania po ranach. Wskaźnik śmiertelności wśród polskiego kontyngentu wyniósł 0,16 procent, a rannych było ponad 360 osób wymagających dłuższej opieki.
Sezonowość też grała rolę. Latem, gdy temperatury rosły, a szlaki handlowe ożywały, liczba ataków wyraźnie wzrastała. Żołnierze mówili o „sezonie bojowym”, który zaczynał się w kwietniu i kończył dopiero z pierwszymi śniegami.
Pytania, które wracają najczęściej
Czy wśród ofiar byli tylko żołnierze?
Nie. Jedną z ofiar był cywilny ratownik medyczny Marcin Knap, który zginął 22 stycznia 2011 roku razem z sierżantem Marcinem Pastusiakiem.
Kiedy dokładnie zakończyła się polska obecność bojowa?
Główna faza ISAF zakończyła się w 2014 roku. Później, do 2021 roku, działała misja Resolute Support o charakterze szkoleniowym, w której też służyli Polacy, ale bez ofiar śmiertelnych.
Ile osób zostało rannych?
Oficjalne dane mówią o 869 poszkodowanych, z czego 361 to ranni ciężko, wymagający hospitalizacji powyżej siedmiu dni. Wielu z nich do dziś zmaga się ze skutkami obrażeń i zespołem stresu pourazowego.
Czy Polska miała własne bazy?
Tak. Główną bazą była Forward Operating Base Ghazni, a także mniejsze posterunki: Warrior, Giro, Qarabagh, Four Corners. Polacy odpowiadali za bezpieczeństwo całej prowincji.
Jak wygląda upamiętnienie poległych?
21 grudnia obchodzony jest Dzień Pamięci. W jednostkach stoją tablice, w rodzinnych miejscowościach – pomniki i tablice pamiątkowe. Centrum Weterana oferuje wsparcie rodzinom.
Mity, które wciąż krążą
- „Polacy stali z tyłu i unikali walki” – to stwierdzenie pojawiające się czasem w debacie publicznej. Fakty pokazują coś przeciwnego: polski kontyngent prowadził samodzielne operacje w jednej z najbardziej niebezpiecznych prowincji i poniósł straty porównywalne z większymi armiami.
- „Wszystkie ofiary to skutek błędów dowodzenia” – większość zgonów wynikała z charakteru wojny asymetrycznej, a nie z błędów taktycznych. IED były zagrożeniem, którego nie dało się całkowicie wyeliminować.
- „Misja nie miała żadnego sensu” – ocena strategiczna to osobna sprawa. Dla żołnierzy i ich rodzin sens polegał na wypełnieniu obowiązku sojuszniczego i ochronie cywilów w prowincji, którą przejęli.
Te uproszczenia krzywdzą pamięć o ludziach, którzy ginęli na patrolach, a nie w sztabach.
Co zostało po misji – rodziny, weterani i cisza
Każda śmierć zostawiała po sobie żonę, dzieci, rodziców, kolegów z jednostki. Wiele rodzin do dziś korzysta z pomocy Centrum Weterana. Część weteranów zmaga się z PTSD – zjawiskiem, którego dokładnej skali wciąż nie znamy w pełni. Z mojego doświadczenia rozmów z osobami związanymi z misją wynika, że temat traumy wraca latami, zwłaszcza w rocznice.
Polska armia wyciągnęła z Afganistanu konkretne wnioski: lepsze opancerzenie pojazdów, nowocześniejsze systemy wykrywania IED, rozbudowę medycyny pola walki. Doświadczenie z Ghazni wpłynęło na szkolenie kolejnych generacji żołnierzy. Jednocześnie w jednostkach pozostały tablice z nazwiskami, a 21 grudnia stał się dniem, w którym pamięć nie jest już tylko prywatna.
Czterdzieści cztery nazwiska. Każde z nich to człowiek, który wyjechał z Polski, by wrócić w trumnie. Liczba jest znana, historie – wciąż żywe. W bazach Ghazni, na polskich cmentarzach i w pamięci tych, którzy wrócili, Afganistan nie skończył się wraz z ostatnim samolotem.














Dodaj komentarz