Żołnierze wyklęci, nazywani też niezłomnymi, prowadzili nierówną walkę z narzuconym przez Sowietów systemem komunistycznym. Ich głównymi celami byli funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa, milicjanci, żołnierze Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz agenci i donosiciele współpracujący z nową władzą. W chaosie lat 1944–1947 ginęli jednak także cywile – Polacy, Białorusini, Ukraińcy i Żydzi – a niektóre oddziały dopuściły się czynów, które IPN w konkretnych sprawach uznał za noszące znamiona zbrodni.
Obraz tej formacji nie jest jednolity. Część dowódców i żołnierzy pozostawiła po sobie legendę bohaterskiego oporu, inni – ślady pacyfikacji wsi i egzekucji, których motywy mieszały się z osobistą zemstą, antysemityzmem czy etniczną nienawiścią. Zrozumienie, kogo naprawdę mordowali żołnierze wyklęci, wymaga rozróżnienia między walką z aparatem terroru a czynami, które wykraczały poza ramy konspiracji niepodległościowej.
Główni przeciwnicy: aparat bezpieczeństwa i kolaboranci
Po wejściu Armii Czerwonej na ziemie polskie w 1944 roku polskie podziemie niepodległościowe stanęło przed nowym okupantem. NKWD, a później polskie służby bezpieczeństwa, przeprowadzały masowe aresztowania, wywózki i egzekucje. Żołnierze wyklęci odpowiadali atakami na posterunki MO, urzędy UB, konwoje i osoby uznane za zdrajców. Szacunki historyków wskazują, że w starciach zginęło kilka tysięcy funkcjonariuszy aparatu represji oraz członków partii komunistycznej.
Akcje miały charakter odwetowy i prewencyjny. Wydawano wyroki śmierci na tajnych współpracowników, którzy wydawali partyzantów. W praktyce oznaczało to, że ofiarami byli zarówno umundurowani ubecy, jak i cywile podejrzewani o donosicielstwo. W warunkach wojny domowej, jaką niektórzy historycy nazywają okres 1945–1947, granica między żołnierzem a cywilem często się zacierała.
W naszej praktyce zetknęliśmy się z przypadkiem, gdy dokumenty archiwalne IPN pokazywały, że ten sam oddział w jednym miesiącu likwidował posterunek milicji, a w następnym dokonywał egzekucji na grupie osób uznanych za informatorów – wśród których znajdowali się zarówno Polacy, jak i przedstawiciele mniejszości.

Zbrodnie na ludności cywilnej i mniejszościach
Najbardziej kontrowersyjne epizody dotyczą działań skierowanych przeciwko ludności cywilnej. Oddział Romualda Rajsa „Burego” na przełomie stycznia i lutego 1946 roku spacyfikował kilka białoruskich wsi na Podlasiu: Zaleszany, Wólkę Wygonowską, Puchały Stare, Zanie i Szpaki. Zginęło wówczas około 79 osób, w tym kobiety, dzieci i starcy. Śledztwo IPN uznało, że czyny te noszą znamiona ludobójstwa, ponieważ celem było nie tylko ukaranie rzekomych kolaborantów, ale też zmuszenie prawosławnej ludności białoruskiej do opuszczenia terenów uznawanych za polskie.
Podobne wydarzenia miały miejsce w innych regionach. Oddział Mieczysława Pazderskiego „Szarego” w czerwcu 1945 roku zamordował blisko 200 Ukraińców we wsi Wierzchowiny. Józef Zadzierski „Wołyniak” odpowiadał za zbrodnie na Polakach, Żydach i Ukraińcach. Józef Kuraś „Ogień” i jego podkomendni byli oskarżani o zabójstwa Żydów w okolicach Krościenka oraz o gwałty. W Parczewie w 1946 roku oddział Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” zabił trzech Żydów – pracowników milicji.
Te przypadki nie wyczerpują listy. W okresie największego nasilenia walk partyzanci zabili kilka tysięcy cywilów. Motywy bywały złożone: zemsta za współpracę z UB, rabunek, antysemickie uprzedzenia oraz konflikty etniczne, które narastały jeszcze w czasie wojny. Historycy podkreślają, że wiele osób pochodzenia żydowskiego służyło w aparacie bezpieczeństwa, co utrudnia jednoznaczne rozróżnienie między motywami politycznymi a etnicznymi.
Skala terroru z obu stron
Komunistyczny aparat represji odpowiedział niesymetryczną przemocą. Według danych IPN w latach 1944–1956 zginęło około 8–10 tysięcy żołnierzy podziemia niepodległościowego. Ponad 5 tysięcy osób skazano na śmierć, z czego ponad połowę wyroków wykonano. W więzieniach i aresztach zmarło lub zostało zamordowanych około 21 tysięcy osób. Ciała często grzebano w bezimiennych mogiłach, jak na warszawskiej „Łączce”.
Obława augustowska z lipca 1945 roku, przeprowadzona przez NKWD, pochłonęła życie kilkuset, a według niektórych szacunków nawet 1500 osób. Więzienie przy ul. Rakowieckiej w Warszawie stało się symbolem – tam strzałem w tył głowy zabito między innymi Witolda Pileckiego, Emila Fieldorfa „Nila” i członków IV Zarządu WiN 1 marca 1951 roku.
Porównanie strat pokazuje, że żołnierze wyklęci zadali komunistom znaczące straty – szacunkowo 12 tysięcy funkcjonariuszy i żołnierzy oraz około 10 tysięcy cywilnych współpracowników reżimu – ale sami ponieśli ogromne ofiary. Walka była z góry przegrana wobec przewagi sił sowieckich i polskich komunistów.

Powszechne mity i błędy w ocenie
- Mit o jednolitym bohaterstwie – nie wszyscy żołnierze wyklęci byli rycerzami bez skazy. Część oddziałów dopuszczała się rabunków i egzekucji cywilów, co osłabiało poparcie społeczne i dawało komunistom materiał propagandowy.
- Mit o czysto antysemickim charakterze – zabójstwa Żydów się zdarzały, ale często dotyczyły osób związanych z UB lub MO. Uogólnianie na całą formację jest historycznie nieuzasadnione.
- Mit o braku cywilnych ofiar po stronie komunistycznej – terror UB i NKWD dotykał tysięcy niewinnych ludzi, w tym rodzin partyzantów i przypadkowych osób.
- Błąd pomijania kontekstu – ocenianie czynów z 1946 roku według dzisiejszych standardów bez uwzględnienia skali sowieckiego terroru prowadzi do zniekształcenia obrazu.
Te uproszczenia pojawiają się zarówno w narracji gloryfikującej, jak i demonizującej. Rzetelna ocena wymaga sięgania do akt IPN, zeznań świadków i badań regionalnych, a nie do haseł.
FAQ – pytania, które najczęściej wracają
Czy żołnierze wyklęci mordowali Żydów?
Tak, w konkretnych przypadkach. Najbardziej znane to działania oddziału „Ognia” oraz akcje w Parczewie. Motywy mieszały się z politycznymi i etnicznymi. Nie było jednak centralnego rozkazu likwidacji Żydów jako grupy.
Ile osób cywilnych zginęło z rąk partyzantów?
Szacunki mówią o kilku tysiącach w latach 1945–1947. Dokładna liczba pozostaje nieznana, bo wiele egzekucji nie zostało udokumentowanych, a komunistyczna propaganda zawyżała lub zaniżała dane w zależności od potrzeb.
Czy IPN uznaje zbrodnie „Burego”?
Tak. Śledztwo zakończone w 2005 roku stwierdziło, że pacyfikacje białoruskich wsi noszą znamiona ludobójstwa. Jednocześnie Rajs został zrehabilitowany jako ofiara komunistycznego wymiaru sprawiedliwości.
Dlaczego pamięć o nich jest tak spolaryzowana?
Bo historia podziemia antykomunistycznego stała się elementem bieżącej polityki historycznej. Jedni widzą w nich wyłącznie bohaterów, inni – wyłącznie zbrodniarzy. Prawda leży w szczegółach konkretnych oddziałów i wydarzeń.
Jak czytać źródła i unikać pułapek
Dla początkujących najlepszym punktem wyjścia są publikacje IPN oraz opracowania historyków takich jak Rafał Wnuk czy Grzegorz Motyka. Dla bardziej zaawansowanych – akta śledztw, raporty UB i zeznania świadków. Warto porównywać wersje polskie, białoruskie i ukraińskie, bo każda strona ma własne narracje.
Sezonowość tematu jest widoczna wokół 1 marca – Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Wówczas pojawia się falę artykułów i dyskusji, często uproszczonych. Poza tym okresem warto sięgać do regionalnych monografii, które pokazują, jak odmiennie wyglądała sytuacja na Podlasiu, w Małopolsce czy na Kresach.
Checklista samosprawdzenia przed zajęciem stanowiska:
- Czy znam nazwisko dowódcy i datę konkretnego wydarzenia?
- Czy sprawdziłem, co na ten temat mówi IPN?
- Czy uwzględniłem kontekst terroru komunistycznego?
- Czy nie uogólniam jednego oddziału na całą formację?
- Czy sięgam do więcej niż jednego źródła?
Temat żołnierzy wyklętych nie zamyka się w jednym zdaniu. Byli ludźmi, którzy wybrali walkę w sytuacji bez wyjścia, a część z nich przekroczyła granice, które w normalnych warunkach uznalibyśmy za niedopuszczalne. Pamięć o nich wymaga jednocześnie uznania ich oporu i rozliczenia zbrodni. Tylko wtedy historia przestaje być narzędziem i staje się narzędziem zrozumienia.















Dodaj komentarz